niedziela, 3 listopada 2013

46. "Wiedźma.com.pl" - Ewa Białołęcka



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Główna bohaterka książki, Reszka, pewnego dnia dowiaduje się, że dostała spadek po ciotce, której w życiu na oczy nie widziała. Teoretycznie jest on dla niej wybawieniem od kłopotów finansowych, praktycznie przysparza mnóstwa problemów: począwszy na tym, że odziedziczony dom znajduje się w wiosce o niegramatycznej nazwie Czcinka, której nie ma na żadnej mapie, a skończywszy na opłacie, którą trzeba uiścić, aby go formalnie przejąć, a na którą kasy też nie ma... W dodatku brak wanny, wredne duchy, brak Internetu, coraz to nowe zwłoki, ogólne zacofanie nie zachęcają do zamieszkania we wsi z małoletnim synkiem.

„Powiedzenie, że moje finanse nie wyglądały różowo, równałoby się stwierdzeniu, że Żydzi za okupacji byli TROCHĘ prześladowani.”

 Ewa Białołęcka wykreowała ciekawą bohaterką główną: pani Krystyna zwana Reszką, jest postacią
niezwykle realną, pomijając fakt, że w pewnym momencie odkrywa w sobie wiedźmie zdolności - nałogowo pije kawę, jest uzależniona od Internetu, chodzi w glanach (za co ją uwielbiam), ma kilkuletniego syna, z którego ojcem się rozstała, cierpi na chroniczny brak gotówki. Jest też miejscami cyniczna, ale chwile uprzejmości i miłość do rodziny łagodzą ten surowy wydźwięk. 

„- Mogę ci przeszkodzić?
 - Nie możesz, ale jesteś córką swojej matki i wnuczką swojej babki, więc przeszkodzisz i tak, no to co ja ci będę zabraniał.”

 Pod względem fabularnym książka raczej nie zachwyca. Powiedziałabym, że jest całkowicie przeciętna, gdyby nie coraz to nowe zaskakujące sytuacje i wątki. Czasami wstrząsające, trochę obrzydliwe, a innym znowu razem zabawne. Ponadto wszystko zostało opisane nad wyraz lekkim i przystępnym językiem, wręcz ocierającym się o potoczny, co raczej mnie nie urzekło. W końcu potocznego słownictwa nasłucham się codziennie, a od książki jednak oczekuję jakiegoś poziomu. Mimo to nie narzekam.


„- Co ty wyprawiasz?! Chcesz, żeby zaczął nas swatać?!
 - Broń mnie, Panie Boże! Ja jestem człek spokojny i nie lubię sportów ekstremalnych.”

 Oprócz Reszki mamy całą gamę przeróżnych postaci. Lubię praktycznie wszystkie, oprócz dwóch: upierdliwego ducha spadkodawczyni i ducha młodego niemieckiego żołnierza. Tego ostatniego po prostu kocham. Erich został tak cudownie wykreowany, że na końcu książki popłakałam się, bo sądziłam, że gdzieś... zniknął. Czy coś. A jak było naprawdę? Przekonajcie się i sięgnijcie po tę książkę! Mamy też kilku doktorków: żyjącego, całkiem młodego alkoholika o nazwisku Kobielak oraz dwóch martwych, o których dowiadujemy się bardzo... hm... interesujących rzeczy, a którzy są sprawcami całkiem sporego zamieszania w Czcince.


" - Die Liebe ist schön (...)
- Der Tod ist auch nicht schlecht (...)"

 W ostatecznym rozrachunku książka okazuje się mieć w sobie to coś, co pozostawiło we mnie pozytywne wspomnienia. No i okazało się, że mój nader kulawy niemiecki w końcu się na coś przydał, bo pani Ewa dodała kilka niemieckich wtrąceń w rozmowach Reszki i Ericha. Książka może i nie wniesie w wasze życie głębokich przemyśleń, ale będzie miłą odskocznią od codzienności. Sięgnijcie po nią i dajcie szansę Czcince oraz jej zawieszonym w czasie mieszkańcom.

Moja ocena: 5 (bardzo dobra)

środa, 30 października 2013

45. "Król kruków" - Maggie Stiefvater



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna


Opis: PIERWSZY TOM MAGICZNEJ SAGI

 Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.

 Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.

 Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele z elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy oraz legendarnego Króla Kruków - Glendowera.

 Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko Henrietta staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.

 Gdy chłopcy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...

 Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...

 Naczytałam się pochlebnych opinii na temat "Króla kruków", jednak wiedziona doświadczeniem, nie pobiegłam do księgarni, aby go kupić. Właściwie dobrze się stało, bo książkę wygrałam w konkursie u Abigail (za co kolejny raz dziękuję :D). Leżała odłogiem i jakoś nie mogłam się do niej zabrać - a to coś z biblioteki, a to od kogoś pożyczone, więc nie wypada przetrzymywać. W końcu jednak wzięłam moją nagrodę do ręki. Czy okazała się godna tych wszystkich recenzji? Przekonajcie się...

„Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.”

 Powieść wciągnęła mnie praktycznie od pierwszych stron. Nie było wybuchów, ale była magia, która nie opuszczała kart tej historii nawet na moment. Było TO COŚ. Byli też fantastyczni bohaterowie. Powiem szczerze: pani Maggie przelała w tą książkę część swojej duszy i to czuć, bo stworzyła coś godnego
podziwu, prawdziwy bestseller.


 "Król kruków" został napisany lekkim, przystępnym językiem, dzięki czemu powieść liczącą niemal 500 stron pochłania się naprawdę błyskawicznie. Wciąga już od okładki i nie pozwala odłożyć się na miejsce, dopóki jej nie skończymy. Stałam się niewolnikiem Blue, Ganseya, Adama, Ronana i Noaha. Kiedy ukaże się następna część, pierwsza ustawię się w kolejce, aby kolejny raz trafić do tej cudownej niewoli. 

"Od dziś nie interesuje mnie mnie przepowiadanie przyszłości. Wolę ją przeżywać."


 Postacie wykreowane przez panią Stiefvater okazały się dla mnie sporym zaskoczeniem -  każda z nich ma swój sekret, swój własny charakter... Nie tylko inaczej wyglądają, ale też inaczej się zachowują, mają inne priorytety i historie życiowe. Już dawno nie wpadło mi w ręce nic, co obfitowałoby bohaterami tak REALNYMI. To niesamowite, że powstali w czyjejś głowie; nie chce się w to wierzyć.
Blue wydawała mi się nieco dziecinna, ale to chyba dlatego, że po prostu jest dobrym człowiekiem i nie należy do grona tych dziewczyn, które nie marzą o niczym innym, jak o posiadaniu chłopaka. Amerykańscy autorzy, niestety, przyzwyczaili mnie do postaci młodych, ale... wyuzdanych, które nijak mają się do swojego prawdziwego wieku. 
Gansey to chłopak inteligentny, elokwentny, prawdziwy erudyta. Ma mnóstwo pieniędzy, jednak nie jest zepsuty - ma swój cel w życiu. Chce odnaleźć tytułowego Króla Kruków. To właściwie jego obsesja. I została ona przedstawiona w taki sposób, że nadeszła chwila, gdy zaczęłam zazdrościć mu, iż nie pożądam niczego taki silnie. Odnalazłam w tym nieszczęśliwym młodym człowieku cząstkę siebie samej.
Adam to bardzo cicha postać, spokojna i stonowana, jednak nie nudna. Ma w sobie realizm i nieprzewidywalność właściwą ludziom - zaskoczy Was.
Ronan jest... inny. Ma swoje rany, które uparcie nie chcą się goić, mówi ludziom prosto w oczy, co o nich myśli i bynajmniej nie przysparza mu to popularności. Jest surowy i przypomina chodzącą żyletkę, a mimo to lubię go, ponieważ... cechuje się też jakimś pokręconym urokiem osobistym. 
Noah okaże się jedną z największych niespodzianek w tej książce. Jest nie tyle spokojny, co nieśmiały i wycofany. Do czasu poznania Blue. W miarę czytania zakochiwałam się w nim coraz bardziej, aż w końcu z moich oczu popłynęły łzy. Ubóstwiam go!

 Nie mam nic do zarzucenia tej książce - magia wylewa się z niej, oszałamiając czytelnika i sprawiając, że chce on więcej. JA chcę więcej. Więc będę czekać z niecierpliwością na kolejną część, a w między czasie polecać "Króla kruków" wszystkim napotkanym osobom. KONIECZNIE SIĘGNIJCIE PO TĘ KSIĄŻKĘ.

Moja ocena: 7* (wybitna)

wtorek, 29 października 2013

44. "Wypychacz zwierząt" - Jarosław Grzędowicz



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Spokojnie, to tylko fikcja... Czyżby?

 A więc wierzysz w to, co widzisz... Strzeż się! Znane i bezpieczne bywa podstępne. Zbłądzić możesz, podążając jedną z dróg, gdy wiele innych w zasięgu wzroku. Przyszłość jawi się milionem możliwości, ale to teraźniejszość Cię zaskoczy. Przesuń kamień, a runie imperium.

 A więc ufasz rozumowi... Najwyraźniej musisz odwiedzić pracownię U-Boota, przeżyć pocałunek Loisetty, przetrwać syberyjską zamieć albo skosztować specjałów kuchni Wschodu. Zaprasza autor "Księgi Jesiennych Demonów". Oto kolejna - pełna niesamowitości, wyrazistych bohaterów i mrocznej tajemnicy - antologia jego opowiadań. A liczba ich... 13.

W antologii:

  • Hobby ciotki Konstancji
  • Zegarmistrz i łowca motyli
  • Nagroda
  • Buran wieje z tamtej strony
  • Obrona konieczna
  • Pocałunek Loisetty
  • Specjały kuchni Wschodu
  • Farewell Blues 
  • Weneckie zapusty 
  • Wypychacz zwierząt
  • Weekend w Spestreku 
  • Trzeci Mikołaj
  • Wilcza zamieć
 Nieustannie spotykam się z opiniami, że ludzie nie czytają polskich autorów, bo coś tam... A bo to nie lubią - choć nie przeczytali ani jednej polskiej książki oprócz lektury - a bo to, a bo tamto... Ze mną jest inaczej: uwielbiam polskich pisarzy, którzy tworzą dzieła wyraziste, bezkompromisowe, ale klimatyczne, okraszone nutą tajemnicy. Charakterne. Mam wrażenie, że jest to niejaki znak rozpoznawczy ich słowiańskiego pochodzenia. Chyba jeszcze nie spotkałam się z amerykańską czy jakąkolwiek inną książka, która potrafiłaby pobić prozę polskich mistrzów. 

 Po Grzędowicza sięgałam z entuzjazmem, ale też lekką obawą - czy sprosta wysokiej poprzeczce, którą w moim umyśle postawili jego rodacy po fachu? Już pierwsze, liczące zaledwie siedem stron opowiadanie, pozwoliło mi mniemać, że jeśli autor utrzyma poziom, to reszta książki pójdzie raz-dwa. Nie występowały w nim potwory i straszydła, ale zjeżyło mi włos na karku. Pozostałe short story również potrafiły mnie rozemocjonować, a nawet kazać mi zastanowić się nie tyle nas samą sobą, co nad ludzką naturą. Ostatecznie sprawa wyglądała tak, że krótkie opowiadanie wyszły panu Jarosławowi znacznie lepiej niż te długie.

 Zegarmistrz i łowca motyli, Weekend w Spestreku, Wilcza zamieć - to rzeczone dłuższe opowiadania, które... Powiedzmy sobie wprost: męczyły mnie. Pierwszy ww. tytuł był chyba najgorszy, bo nic z niego nie zrozumiałam, drugi miał to do siebie, że chociaż dało się z niego coś pojąć, a trzeci na początku i w środku był nudny jak flaki z olejem, choć przecież uwielbiam morze i statki (chciałam wstąpić do marynarki wojennej, a to już coś znaczy). Dopiero koniec mnie zaintrygował i wywołał jakieś pozytywne emocje. Tak naprawdę nie wiem, czy wywołał je we mnie talent autora, czy raczej fakt, że w końcu wkroczyliśmy na dobrze znany mi grunt i zaczęłam wszystko ogarniać.

"Marysia mała pierdolca miała
Pierdolca jasnego jak śnieg
Gdziekolwiek biegła Marysia mała
Pierdolec rozsadzał jej łeb."

 Na owacje na stojąco zasłużyły: Buran wieje z tamten strony oraz Pocałunek Loisetty. To opowiadania, które czytałam z prawdziwą przyjemnością, choć przecież są tak różne i odległe w czasie i przestrzeni. Czytając Buran..., drżałam ze strachu, że Grzędowicz popsuje to opowiadanie (wszak należy do grona tych dłuższych), a dotyczy ono Rosji, więc czegoś takiego nigdy bym mu nie wybaczyła. Na szczęście autor wykazał się w nim prawdziwą pomysłowością i talentem, przy ostatniej stronie prawie płakałam. Kocham je. Pocałunek... to opowieść skryta w mroku szaleństwa, sadyzmu, chorej miłości i rewolucji francuskiej. Coś, co naprawdę warto przeczytać, mimo iż szokuje swoim okrucieństwem.

" Koty żyją krócej niż ludzie. Trzeba się pogodzić z tym, że przeżyje pan kilka pokoleń. To tak, jakby drzewo miało człowieka. Nie oszuka pan śmierci."



Chciałabym opisać tutaj wszystkie te krótkie opowiadania, które tak mnie zachwyciły, ale nie zrobię tego, bo tekst zająłby dwa razy tyle miejsca, co teraz, więc najzwyczajniej w świecie polecam Wam tę książkę, mając nadzieję, że również pokochacie pomysły pana Grzędowicza. Na pewno sięgnę po inne jego książki.

Moja ocena: 5 (bardzo dobra)
 Niektóre opowieści zasłużyły na 2, inne na 7, a większość na 4-5, więc trzeba było znaleźć jakiś kompromis pomiędzy tym. 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ PATRYCJI ♥

niedziela, 20 października 2013

43. "Miecz Aniołów" - Jacek Piekara



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Oto on – inkwizytor i Sługa Boży. Człowiek głębokiej wiary.

Oto świat, w którym Chrystus zstąpił z krzyża i surowo ukarał swych prześladowców. Świat gdzie słowa modlitwy brzmią: I daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom. Świat, w którym nasz Pan i jego Apostołowie wyrżnęli w pień pół Jerozolimy.

Jeżeli zadajesz pytania, strzeż się, gdyż możesz usłyszeć odpowiedzi - tak głosi stare porzekadło. Inkwizytor Mordimer Madderdin, pokorny sługa Świętego Officjum, nie obawia się zadawać pytań i ze wszystkich sił dąży do odkrycia prawdy o otaczającym go świecie. Świecie pełnym intryg i zła. Świecie, w którym ludziom zagrażają demony, czarownicy oraz wyznawcy mrocznych kultów. Świecie, którego siłą napędową są nienawiść, chciwość oraz żądza. Do tego właśnie uniwersum Mordimer Madderdin niesie żagiew Boskiej miłości...

Spis treści:
  1. Głupcy idą do nieba
  2. Kości i zwłoki
  3. Sierotki
  4. Maskarada
  5. Miecz Aniołów

Oto kolejny tom przygód naszego ulubionego Inkwizytora - Mordimera Madderdina (ależ te słowa się gryzą... Ulubiony i Inkwizytor?), który zdobywa nasze serca, torturując i paląc na stosie. Oczywiście nie robi tego z sadystyczną przyjemnością, o nie! Robi to z miłości do bliźniego, który wstąpił na złą drogę. To właśnie dzięki naszemu uniżonemu słudze heretycy umierają pogodzeni z Bogiem, pełni miłości oraz zrozumienia, że źle czynili. 

„Poznanie prawdy nie jest dobrem samym w sobie, lecz liczy się tylko, czy potrafimy zyskaną wiedzę wykorzystać z pożytkiem dla nas samych.”

Pięć opowiadań o przygodach Mordimera i jego dosyć specyficznej kompanii - Kostucha, który myje się od wielkiego święta (dosłownie), a który przeraża ludzi swoją fizjonomią oraz bliźniaków; Pierwszego i Drugiego, którzy przejawiają niezdrowe zainteresowanie kobietami chłodnymi oraz spokojnymi. Dla uściślenia: trupio zimnymi i śmiertelnie spokojnymi. Nie zabraknie też budzącego lęk Anioła Stróża głównego bohatera.

" (...) Co dostanę za pieniądze, demonie? Zdrowie? Nie, tylko lekarzy. Wiarę? Nie, tylko księży. Miłość? Nie, tylko chętne kobiety. Przyjaźń? Nie, tylko towarzystwo. Dom? Nie, tylko budynek."

 Pan Jacek jak zwykle wykazał się swoim kunsztem pisarskim i stworzył książkę, którą czyta się nad wyraz lekko oraz przyjemnie, choć w gruncie rzeczy mówi ona u trudnych,a nawet drażliwych tematach: religii, herezji, życiu i śmierci, kanibalizmie, nekrofilii... Dlatego też zdecydowanie nie jest to książka dla romantyków (tutaj miłość kończy się o świcie albo gdy zabraknie pieniędzy) ani dla katolików przesadnie czułych na punkcie swojej religii. Do książek pana Piekary powinno się podchodzić z dystansem i chłodnym, lecz elastycznym umysłem, zdolnym pojąć różne punkty widzenia. 

"Najzupełniej wystarczy, że waszym uniżonym sługą pomiatał Jego Ekscelencja biskup. Tak więc powiedziałem kanonikowi, gdzie może wepchnąć sobie swoje polecenia, oraz w krótkich żołnierskich słowach wyjaśniłem mu, kim byli jego matka oraz ojciec i w jaki sposób matka potrafiła obsłużyć trzech klientów naraz."

 Opowiadań jest pięć, ale nie mam swojego ulubionego; wszystkie są tak samo świetne, utrzymane na równie wysokim poziomie. Każde zaskakuje nietuzinkowym rozwiązaniem, którego chyba nikt by się nie spodziewał. Mordimer niejednokrotnie uraczy czytelnika zabawnymi i celnymi komentarzami. Nie zabraknie też szczypty wisielczego humoru, za który go uwielbiam.


„Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba”

Mordimer Madderdin należy do grona tych głównych postaci, które się uwielbia i o których ciągle chce się czytać. Został wykreowany naprawdę świetnie, realistycznie. Nie jest jednym z tych bohaterów, który we wszystkim wiedzie prym. Na ogół błyszczy inteligencją i intuicją, ale nawet jemu zdarzają się przykre wpadki. Za ten realizm autorowi należy się wielki plus. Inkwizytor Świętego Officjum na długo pozostanie w mojej pamięci, wybijając się z szarej masy przeciętnych bohaterów innych książek. 

 Jeżeli nie jesteś człowiekiem delikatnym, rządnym miłości spod znaku tęczy i happy endu, nie straszne ci nekrofilia, kanibalizm, tortury i śmierć, to ta książka jest dla Ciebie!

NIECH ZAPŁONĄ STOSY!

Moja ocena: 7* (wybitna)

piątek, 18 października 2013

42. "Kochali się, że strach" - praca zbiorowa



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

W antologii:
  1. Aleksandra Janusz - Imponderabilia
  2. Daniel Greps - Głóg
  3. Andrzej W. Sawicki - Na końcu świata
  4. Rafał W. Orkan - Miód z moich żył
  5. Martyna Raduchowska - Cała prawda o PPM
  6. Aleksandra Zielińska - A imię jej Grace
  7. Karol Makawczyk - Detox
  8. Paweł Grochowalski - Serce na dłoni
  9. Krzysztof Skolim - Wielbłądy za Annę
  10. Karolina Majcher - Fantastyczna miłość
  11. Marta Kisiel - Dożywocie
  12. Konrad Romańczuk - Wielkie, magiczne... hm...
  13. Wiktoria Semrau - Tylko mnie kochaj
 Miłość nie jest tematem łatwym, jednak ludzkość upodobała go sobie nadzwyczajnie. O tym niezrozumiałym uczuciu pisali mistrzowie, pisały mistrzynie. Powstawały piosenki, wiersze, powieści i opowiadania. Z tymi ostatnimi mamy do czynienia w "Kochali się, że strach". Trzynastu początkujących pisarzy zebrało się w sobie i naskrobało coś o owym zagadkowym zjawisku znanym ludzkości o tysiącleci. Jedni z lepszym efektem, drudzy z gorszym...

Każde opowiadanie budziło we mnie inne emocje, choć przecież każde zostało napisane na jeden temat: miłość. To zadziwiające ile rodzajów miłości istnieje, ile sposobów jej okazywania, jak wiele człowiek potrafi dla niej poświęcić. Tak więc zostałam zaskoczona trzynastoma skrajnie różnymi pomysłami.

Zwykle nie oceniam każdego opowiadania po kolei, ale tutaj były takie różnice w umiejętnościach, takie rozbieżności, że po prostu musiałam. 

Impoderabilia - opowiadanie fantastyczne. Nijakie.

Głóg - intryguje na początku i w środku, koniec trochę kuleje.


"Musi być jakaś możliwość, by go zmylić, zbić z tropu (...) Wszystko, co ma świadomość, można okłamać, nawet sukinsyna wielkiego jak słońce. Mówi ci to zawodowy oszust."

Na końcu świata - zdecydowanie mój ulubiony twór tej antologii. Rzecz dzieje się w przyszłości, więc mamy tu raczej do czynienia z s-f. Mogłoby się wydawać, że świat, w którym dominuje technika będzie zimny i pusty. A tu niespodzianka : maszyny odegrały wielką rolę, wzruszając mnie prawie do łez. Pragnę podziękować panu Andrzejowi za emocje, jakie we mnie wywołał. To było świetne.

Miód z moich żył - na początku mnie lekko nudziło. Ostatecznie opowiadanie ścisnęło mi gardło, a to dzięki tajemniczemu otoczeniu, w którym przyszło żyć głównym bohaterom: Gebnehowi, który raczej nie wzbudził we mnie pozytywnych emocji i cudownej Tane-tani. Fakt, że nie jest to historia ociekająca lukrem i szczęściem dodatkowo mnie urzekł.

Cała prawda o PPM - powiem krótko, ale na temat: głupie i naiwne. Nie podobało mi się.

A imię jej Grace - szału nie ma, tarara nie urywa, ale nie jest źle. Pomysł podobny do tego w Tylko mnie kochaj, jednak wykonanie słabsze.

Detox - skrajnie dziwne.


" (...) na tym świecie nie ma miejsca na piękno i miłość.
 Istnieje tylko powierzchowna uroda rzeczy i żądza, by owe rzeczy posiąść."


Serce na dłoni - liczy sobie 4 strony, jest lekko przewidywalne, ale mimo wszystko ciekawe.

Wielbłądy za Annę - kolejne opowiadanie, które wywarło na mnie wrażenie. Jedno z najlepszych w książce. Gdybym miała kiedykolwiek szansę sięgnąć po inną książkę autora - zrobiłabym to, ponieważ dobrze rokuje na przyszłość.

Fantastyczna miłość - ciekawy pomysł, wykonanie również nie najgorsze. Zasługuje na uwagę. Wcześniej wspomniałam o świecie pełnym maszyn, w którym było mnóstwo uczuć. Tutaj miłość była wręcz obowiązkowa, a wprost wiało chłodem. Bardzo sugestywne. 


" - My tu mamy jedną, jedyną porę roku. Wiesz jaką? (...)
- Jaką?
- Chujową! Jedną chujową, zafajdaną porę roku!"

Dożywocie - LUBIĘ. Świetnie się przy tym opowiadaniu bawiłam i sądzę, że gdybym kiedyś trafiła na rozwinięcie w postaci całej powieści, to bym po nie sięgnęła. 

Wielkie magiczne... hm... - wywołało we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony miejscami nudziłam się, a z drugiej śmiałam, przykuwając zdziwione spojrzenia kolegów i koleżanek. Choć akcja kręci się wokół miasta, w którym pełno burdeli (jak mówi sam Abecedyx) to jednak wszystko zostało opisane ze smakiem, nie wprost, ale prosto. Zwłaszcza Asystent maga zasługuje na uwagę. Niby krasnolud, niby tylko nosi skrzynię za Mistrzem, ale jest w nim to coś... I chuj, jak powiada. 

Tylko mnie kochaj - na pierwszy rzut oka w tytule nie ma nic zachęcającego (przynajmniej nie dla mnie), teraz jednak, po przeczytaniu opowiadania, nabrał on dla mnie nowego znaczenia. Sedno pomysłu to samo, co w A imię jej Grace, jednak wykonanie o kilka klas lepsze. Bardzo mi się podobało.

Generalnie książka zasługuje na uwagę i myślę, że nie popełnię jakiejś wielkiej zbrodni, polecając Wam ją. Więc bierzcie i czytajcie wszyscy!

Moja ocena: 4+ (dobra plus)

wtorek, 15 października 2013

41. "Inne anioły" - Lili St. Crow



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

 Szesnastoletnia Dru Anderson jest córką łowcy. Łowcy wampirów, wilkołaków, zombi i wszelkiego innego tatałajstwa, które pałęta się po tym świecie, zagrażając ludziom, a które istnieć w ogóle nie powinno. Kiedy inne nastolatki umawiają się na randki lub odrabiają zadanie domowe, ona trenuje sztuki walki i czyści broń. Kiedy inne nastolatki mają mnóstwo przyjaciół, ona nie ma ani jednego znajomego. Spójrzmy prawdzie w oczy: trudno zaprzyjaźnić się z kimś, gdy w danym miejscu zamieszkania spędza się po kilka tygodni, co najwyżej miesięcy, nie wspominając już o tym, że przecież nie powie przyjacielowi "Hej. Mój tatuś zabija demony od ósmej do szesnastej, a twój czym się zajmuje?".


 " (...) rzecz w tym, że nie tylko wampiry potrafią robić z ludzi żywe trupy. Jest jeszcze wudu, pochówek w skażonej ziemi, czarna magia, praca w supermarketach - cały wachlarz możliwości."

 Wiele książek zaczyna się okropnie tylko po to, żeby zakończyć się świetnie. Sięgając po "Inne anioły" nie byłam przekonana do swojego wyboru, ale skoro już tak stały na półce, takie przywiezione aż znad morza... Jakże mogłam się im oprzeć? Powieść mile mnie zaskoczyła, gdy nie tylko prolog okazał się intrygujący, ale i sam początek. Później jednak w miarę czytania i zbliżania się do końca, pojawiły się zgrzyty. Czasami gubiłam się i nie wiedziałam, o co właściwie chodzi, wracałam do poprzednich linijek, sądząc, że może coś przegapiłam, a tu... nic nie przegapiłam, bo brakujących informacji nie było. 


„Sny to fałszywi przyjaciele, moja mała Dru. Nie pokazują ci tego, czego potrzebujesz, ani tego, co jest pewne, nie pokazują nic, na czym można by się oprzeć. Tylko możliwości, to wszystko.”

 "Inne anioły" zostały napisane w przystępnym stylu, czyta się je lekko i przyjemnie. Miejscami emocje sięgały zenitu, sprawiając, że czytało się książkę z zapartym tchem. Innym razem człowiek czytał, bo po prostu przed oczami majaczyły mu jakieś literki. Myślę jednak, że nie minę się z prawdą, pisząc tutaj, iż w gruncie rzeczy powieść jest emocjonująca.


 "(...) facet nie spodziewa się, że po walnięciu go w jaja, będziesz chciała zrobić coś jeszcze. Pewnie dlatego, że krocze jest dla facetów centrum wszechświata i nie przypuszczają, że ty myślisz inaczej,"

 Na okładkowym opisie znajdziecie wzmiankę o dwóch tajemniczych chłopakach. Ktoś znowu przejaskrawił sprawę, bo tajemniczy jest tylko jeden. Drugi jest dziwny. Od razu uprzedzam, żebyście nie zrażali się myślą, że to kolejny paranormalny romans jakich wiele na rynku. Może i będzie to mały spoiler, ale miłości to tu raczej nie było. No chyba że takiej ojca do córki i córki do ojca. Taka i owszem, była.


„Tak naprawdę ludzie wcale nie chcą się o tobie niczego dowiedzieć, po prostu próbują cię jakoś zaszufladkować. Całe dwie sekundy zajmuje im określenie, kim jesteś, a gdy nie pasujesz do ich pochopnej definicji, denerwują się albo złoszczą.”

 Dru jako główna bohaterka jest całkiem znośna. Nie irytuje, nie marudzi, nie narzeka na swój los. Ale też nie wybija się z grona innych głównych postaci. To jeden z tych tworów literackich, które nie zostaną w pamięci na długo. Za to jej ojciec... Tu sprawa wygląda całkiem inaczej - polubiłam go, choć we własnej osobie (a i to nie całkiem) wystąpił tylko raz. Resztę informacji o nim otrzymujemy ze wspomnień Dru. On zdecydowanie jest postacią, która wychodzi z szarego szeregu. 




 Książka ma wady i zalety. Których więcej? Sądzę, że balansuje na granicy i tylko od naszego subiektywnego odbioru zależy, w którą stronę przechyli się szala: w stronę dobrej książki lub w stronę kolejnego czytadła. Zachęcam was do przeczytania, żebyście mogli sami to ocenić.

Moja ocena: 4 (dobra)

PS Książkę wydało Amber, więc chyba nie muszę rozpisywać się nad ich nieróbstwem (znowu były literówki). 

niedziela, 13 października 2013

40. "Zbuntowana" - Veronica Roth



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

 Będąc po lekturze obu części trylogii o Tris Prior, absolutnie nie wierzę, że ta książka mogła zdetronizować Igrzyska Śmierci. Jeżeli tak było, to do wyboru są trzy opcje: Amerykanie mają świetnych speców od marketingu, Amerykanie są bez gustu, wydawnictwo Amber puściło wodze fantazji. Powiem wprost: najbardziej urzekająca w tej powieści jest okładka; to głównie ona podbiła moje serce.


"Nieustraszeni są najokrutniejsi z całej piątki,
Sami siebie rozrywają na strzępy..."

 W "Zbuntowanej" Tris usiłuje poradzić sobie z efektami konfliktu pomiędzy Erudycją a Altruizmem, który w końcu przeradza się w otwartą wojnę pomiędzy frakcjami. Nie wie, gdzie jej miejsce, komu może zaufać. Ale ma cel: odkryć prawdę. A Niezgodnej nikt nie może przeszkodzić w osiągnięciu celu. Nawet chłopak, którego kocha.


"Erudyci są najbardziej wyrachowani z całej piątki, 
Wiedza to drogocenna rzecz..."


 Początek tej części był koszmarny. Właściwie to połowa książki szła mi jak po grudzie. Coś strasznego. W pewnej chwili nawet pojawiła się myśl, żeby ją odłożyć i dać sobie spokój z tą trylogią, bo nie mieściło mi się w głowie, że po całkiem dobrej pierwszej części można napisać takie dziadostwo, że się już tak wyrażę. Beatrice biegała od jednej frakcji do drugiej, bezmyślnie narażała swoje życie, wykłócała się z Tobiasem i... stale jojczyła, jak to ona boi się wziąć do ręki pistolet. Prawdę powiedziawszy, mam wrażenie, że większość jej przeżyć wewnętrznych kręciła się wokół śmierci Willa i lęku przed bronią palną. MASAKRA.

„Poczucie winy nie jest tak ciężkie jak poczucie straty, ale więcej Ci zabiera.” 

 Wątek miłosny był wyraźniej zaznaczony niż w "Niezgodnej" [recenzja]. Następowały chwile, kiedy relacja pomiędzy Tris a Cztery właściwie mi się podobała: nie była przesłodzona, stale się o coś spierali, było widać konflikt dwóch silnych charakterów. Teraz jednak przyszła konstatacja, że w gruncie rzeczy cały ten ich związek opierał się na tajemnicach, obściskiwaniu i w gruncie rzeczy okazał się niczym więcej jak niedorosłą relacją dwojga smarkaczy. 

 „Niech poczucie winy nauczy cię, jak postąpić następnym razem.”


 Fabuła czytelnika nie olśni ani nie zachwyci. Pod pewnymi względami jest podobna do tej z poprzedniej części - autorka postawiła na akcję i pozory inteligentnych działań. Dlaczego pozory? Ano dlatego, że to było wciskanie jakichś rzekomo mądrych działań pomiędzy zwyczajne bitki i strzelaniny. No i panna Prior, wyjątkowa panna Prior!, jako jedyna Niezgodna otrzymała wynik, który kwalifikował ją aż do trzech frakcji (Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja). W związku z jej skłonnościami do Erudycji, wszyscy Nieustraszeni wokół byli głupsi niż ona i niezdolni do logicznego myślenia, przez co stale musieli prosić ją o pomoc oraz wychwalać jej błyskotliwy umysł. No litości...


„Prawda, jak dzikie zwierzę, jest zbyt silna, by pozostać w zamknięciu.”

 W efekcie otrzymaliśmy książkę, w której autorka chciała przedstawić czytelnikowi jak najwięcej zagadnień w jak najkrótszej formie, przez co po przeczytaniu czuje się pewien niedosyt (a może to niesmak, że świetny pomysł wykonano tak... licho?). Najbardziej intrygujący okazał się koniec. Trochę spartaczony, ale jednak na tyle ciekawy, żebym chciała sięgnąć po kolejną część (to chyba trochę masochistyczne z mojej strony).

 Decyzję względem czytania tej książki pozostawiam Wam. Jeżeli nie czytaliście "Niezgodnej", możecie sobie odpuścić i "Zbuntowaną". Jeżeli zaś rozpoczęliście już tę serię... czyńcie wedle własnego uznania!

Moja ocena: 3 (przeciętna)