niedziela, 23 sierpnia 2015

142. "Ślubowanie Lenobii" - P.C.Cast + Kristin Cast

Opis: Lenobia Whitehall urodziła się w osiemnastowiecznej Francji, jako nieślubna córka barona. Jej nieprzeciętna uroda przyciągała uwagę mężczyzn, narażając dziewczynę na niebezpieczeństwo. W trosce o przyszłość córki matka wysłała ją pod przybranym nazwiskiem do Nowego Orleanu. Jednak zanim Lenobia dotarła do celu, musiała zmierzyć się ze złem.

Ślubowanie Lenobii to historia trudnej miłości i tragedii, która pozwoliła na odkrycie daru Nyks.

 Dom Nocy był jedną z moich ulubionych serii o wampirach, póki autorki nie zaczęły rozwlekać go jak zombie flaków. Powszechnie wiadomo, że jak zostawi się flaki na słońcu, to w końcu zaczną się psuć, i tak też działo się z kolejnymi częściami tejże serii. Oczywiście, wady były niewielkie, wciąż czytało się przyjemnie, jednak nie było tej radości co przy pierwszych tomach, raczej zaczęło ogarniać mnie znużenie. Pamiętałam jednak, jak fantastyczne chwile spędziłam przy powieściach pań Cast, zatem postanowiłam sięgnąć po nowele. Czy była to dobra decyzja, czy też przysporzyłam sobie dodatkowych rozczarowań? Przekonajmy się!

 Lenobia nigdy nie należała do moich ulubionych nauczycieli Domu Nocy, nie klasyfikowała się jako postać, którą darzyłabym specjalną sympatią. Nie odczuwałam do niej także niechęci, po prostu... lubiłam ją. I już. Nie zmienia to jednakże faktu, że była ona bohaterką, która intrygowała, miała tajemnice i niektóre z nich zostały wyjaśnione w Ślubowaniu... Autorki obdarzyły tę wampirkę historią na poły niebezpieczną, na poły romantyczną, a na pewno smutną.

 Już rozpoczynając czytanie tej pozycji, wiedziałam, że oto Phyllis i Kristin Cast wróciły do formy, serwując nam coś równie dobrego jak pierwsze tomy ich bestsellerowej serii, a może nawet lepszego. Wspaniale oddały klimat dawnych lat, modyfikując go w sposób, który odpowiadał istnieniu krwiopijców w świadomości ludzkiej. Był rasizm, kiedy to czarnoskórych ludzi traktowano w Ameryce gorzej, było i nieco kontrowersyjne, jednakże trafne przedstawienie Kościoła oraz jego sług. Zatem pod przykrywką zwyczajnej powieści młodzieżowej przemyciły głębszą treść. Nie pierwszy raz i, mam nadzieję, nie ostatni.

 Matczyna miłość to siła zdolna do ogromnych poświęceń. Matka, pragnąc dla córki lepszego życia, jest w stanie zdobyć się na zaryzykowanie wszystkiego, czego przykładem jest rodzicielka Lenobii, którą to Lenobię poznajemy przed przemianą, jako niezwykle piękną, zwyczajną, choć nie do końca szczęśliwą dziewczynę. Zostaje wysłana w podróż życia, kiedy to spotyka miłość, doznaje przyjaźni i wzgardy, staje oko w oko ze złem oraz ciemnotą umysłową, którą uosabia wysoki urzędnik kościelny. Dla równowagi siostra zakonna jest przedstawicielką dobra, postępowego i otwartego myślenia, nie należy zatem doszukiwać się tutaj ataków na chrześcijaństwo. Wręcz przeciwnie, pisarki pokazują, że nic nie jest czarne ani białe, nie należy oceniać po pozorach: po zajmowanych stanowisku, pochodzeniu czy kolorze skóry.

 Prócz tych elegancko przedstawionych wartości, były też tak przyziemne rzeczy jak fabuła, która... Zaskakiwała zwrotami akcji. Na 157 stronach było ich wiele, rozgrywało się także kilka wątków równocześnie. Poznajemy zatem ukochanego przyszłej wampirki, jesteśmy świadkami jej naznaczenia, dowiadujemy się, skąd na jej plecach wzięły się koszmarne blizny. Czytelnik, który wcześniej zapoznał się z głównymi tomami serii, dostrzeże wiele smaczków, znajdzie odpowiedzi na pewne dręczące go pytania. Zostały one podane w sposób nienachalny, pozostawiający miejsce na kojarzenie faktów i satysfakcję z tego, że się to udało. Mała rzecz, ale cieszy, prawda?

 Ślubowanie Lenobii to wzruszająca historia o sile miłości,
pokonywaniu życiowych przeszkód i intuicyjnemu parciu człowieczeństwa do światła,
wiedzy i mądrości. 
Polecam Wam tę pozycję, ufając,
że dostrzeżecie w niej coś więcej niż zwykłą historyjkę paranormalną!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi papierowypies.pl!

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

środa, 5 sierpnia 2015

141. "Szepty o wschodzie księżyca" - C.C. Hunter


Opis: Kylie różni się od swoich rówieśników nawet na obozie dla nadnaturalnych istot. Widzi duchy i nie należy do żadnego gatunku – za to ma cechy ich wszystkich. Teraz pochłania ją odkrywanie sekretów nowej tożsamości, martwi się jednak, że Lucas i jego stado nigdy nie zaakceptują tego, iż Kylie nie jest wilkołakiem… A to sprawia, że dziewczyna znów zwraca się coraz bardziej w stronę Dereka, który jako jedyny jest stanie przyjąć ją taką, jaką jest.

Jakby tego było mało, Kylie nawiedza duch Holiday, komendantki obozu i najbliższej jej osoby. Jest tylko jeden mały szkopuł… Holiday żyje. Jeszcze. Kylie musi ocalić ją przed niewidocznym zagrożeniem, zanim będzie za późno. W świecie ciągłych wątpliwości i zamieszania tylko jedno wydaje się pewne: nie da się uniknąć zmian i wszystko kiedyś się kończy, nawet pobyt Kylie w Wodospadach cienia.

 Przy recenzjach poprzednich części często i gęsto narzekałam na autorkę. Że postacie płytkie, że infantylne, że nieco schematyczna fabuła i tak dalej. Jednak tym razem... Uch, tym razem pani Hunter zaskoczyła mnie jak nigdy dotąd. Bo nie dość, że pod koniec Zabranej o zmierzchu powieść trzymała już całkiem niezły poziom, to... Szepty o wschodzie księżyca okazały się o kilka klas lepsze od początku serii. Całe. Uwierzycie?

 Czytając Szepty..., miałam wrażenie, że do rąk wciśnięto mi książkę zupełnie innej autorki. Zaczęła się interesująco oraz skończyła interesująco, po drodze nie było żadnych wahań stylu, jak w Zabranej... Tym razem czytanie dzieła pani C.C. okazało się czystą przyjemnością od początku do końca. Spory wpływ na tę poprawę miał fakt, że w końcu udało jej się sprawić, iż postacie, które wykreowała, przestały być infantylne, fabuła trzymała się zasad logiki, a i styl w końcu zaczął przypominać styl godny osoby dorosłej, nie nieogarniętej nastolatki.

 Zmieniła się Kylie Galen, przestała być naiwna i pusta, nijaka. Metamorfozę przeszły również postacie towarzyszące pannie Galen; nabrały one głębi psychologicznej i emocjonalnej, czytelnik jest w stanie pojąć kierujące nimi motywy, dostajemy odpowiedzi na wiele pytań dotyczących przeszłości niektórych z nich. Pewne historie pozostają wzruszające, inne mają potencjał, by takimi się stać. Te drugoplanowe postacie być może nie uległy tak znacznej przemianie jak główna bohaterka, jednak nawet subtelne zmiany stały się zauważalne i znacznie wpłynęły na pozytywny wydźwięk całości.

 Nadeszła chwila, kiedy z czystym sumieniem mogę oświadczyć: ta autorka miała znakomity pomysł i świetnie przelała go na papier. Naprawdę nie sądziłam, że kiedykolwiek to zrobię. Tymczasem jestem pod wrażeniem tego, co wymyśliła C.C. Hunter - jak dotąd nie spotkałam się z takim pomysłem na istotę magiczną, a przecież szeroko pojęta fantastyka to mój ulubiony gatunek literacki. Ponadto akcja intrygowała, zwodziła na manowce, zakończenie trudno było przewidzieć. Tak, dałam się pozytywnie zaskoczyć i mam nadzieję, że Wy również pozwolicie na to Wodospadom Cienia. Warto przebrnąć przez pierwsze części będące czytadłami, by dotrzeć do utworu godnego miana książki.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Feeria!

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Recenzje pozostałych książek z serii Wodospady Cienia:

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wrześniowe pocieszajki, czyli garść zapowiedzi!

Połowa wakacji za nami, jeszcze tylko miesiąc i z powrotem do szkoły, tymczasem wydawnictwa już przygotowują nam antydepresanty (bardzo skuteczne, tak na marginesie).
 Nie wiem, jak wygląda to u Was, ale u mnie terapia działa: na samą myśl, że te pozycje osłodzą mi kolejne spotkanie z polskim systemem edukacji, cieszy mi się pyszczek! :D

kolejność pozycji przypadkowa 


PREMIERA: 07.09.2015 r.

Fascynująca opowieść o Polsce. O ludzkich losach, przeznaczeniu, zdradach i niezłomności.

Lata 30. XIX wieku.

Kluczem do panowania nad Azją jest Afganistan, o który Wielka Brytania rywalizuje z Rosją. W Wielką Grę, nazywaną przez Rosjan Turniejem Cieni wplątane są losy Polaków: Jana Witkiewicza – młodzieńca ułaskawionego z wyroku śmierci i zesłanego na Syberię, Adama Gurowskiego – ucznia Hegla i przyjaciela Heinego, arcyzdrajcy sprawy polskiej, a także Rufina Piotrowskiego – prostego żołnierza i najsłynniejszego uciekiniera z syberyjskiej katorgi.

W śniegach Syberii,  na gorących piaskach afgańskich pustyń i wybrzeżach Morza Czarnego trwa Wielka Gra. Bohaterowie rzucają cienie, ktoś jednak pociąga za sznurki marionetek.

PREMIERA: 27.08.2015

W Wodospadach Cienia Kylie odkryła świat o wiele dziwniejszy, niż kiedykolwiek
mogłaby się spodziewać. Czy kiedykolwiek wyobrażała sobie, że jej najlepszymi przyjaciółkami
będą wampirzyca i czarownica? Czy myślała, że będzie uciekać przed wrogiem i mierzyć się z
własnym dziedzictwem i mocą? Czy kiedykolwiek śniła o dokonywaniu wyboru między
wilkołakiem, który złamał jej serce, ale za wszelką cenę chce ją odzyskać, a półelfem, który był
przy niej, ale wycofał się, zanim los dał im szansę?
Kylie musiała opuścić Wodospady Cienia ze swoją rodziną. Gdy jej trop wpada
najpotężniejszy wróg, dziewczyna widzi przed sobą tylko jedną możliwość: musi przejść
przemianę i w pełni zawładnąć swoją mocą. Tylko to pozwoli jej powstrzymać Maria. Jej podróż
ku własnej tożsamości nie zakończy się jednak, dopóki jej serce nie dokona ostatecznego
wyboru. Wszystko zmierza ku tej decydującej chwili, gdy Kylie ostatecznie przypieczętuje swój
los i na zawsze odda komuś serce.
Ostatni tom serii Wodospady Cienia.
Już wkrótce nowa seria – Wodospady Cienia po zmroku!

PREMIERA: 25.09.2015 r.

Wyniesiony z błota kompanii karnej i przywrócony do rangi kapitana, Reinhardt szykuje swych ludzi do wykonania misji, która ma szansę zakończyć trwającą już ósmy rok Wielką Wojnę. Zarówno on, jak i jego załoga to wyłącznie dodatek do tego, co naprawdę liczy się w tym wielkim równaniu sił i w całym jego życiu – „Marlene”.
Tymczasem w dymie cygar i pryzmatach kryształowych karafek snuje się salonowa intryga, sięgająca od lądowisk sterowców przy linii frontu aż do odległego, zimnego Königsberga. Czego tak naprawdę chce von Ludendorff? W to, że pionkiem jest porucznik von Haugwitz, nie wątpi nawet on sam, ale czy możliwe jest, żeby potężny generał też nieświadomie grał swą rolę w ogromnym przedstawieniu na arenie dziejów?
W warkocie rotorów, w dudnieniu działek pokładowych i świście wichru w olinowaniu nadchodzi Flammender Ruhm.
Płomiennej chwały blask.

PREMIERA: 18.09.2015 r.

Dora Wilk powraca! A wraz z nią jej wesoła kompania bohaterów, których pokochaliście czytając heksalogię. 14 opowiadań ze Świata Thornu. Nie tylko z perspektywy Dory Wilk, ale również innych bohaterów, dotychczas drugoplanowych.

Szalone diablice, zdeprawowane wilki, przesadnie romantyczne bóstwa, niebiańscy włamywacze i wampiry z problemami... To tylko mały wybór tego, z czym musi się mierzyć Dora i jej przyjaciele w opowiadaniach zebranych w tym tomie.

Tę kobietę nuda po prostu omija z daleka. To zaraźliwe!

Nie pozostaje nic innego, jak odkładać pieniądze/planować napad na bank/księgarnię,
 czy obmyślać inne sposoby zdobycia tych książek.
A po drodze czeka jeszcze nowy Pilipiuk i inne cuda - jak tu się nie cieszyć?
I nie zbankrutować?

niedziela, 26 lipca 2015

140. "Niepokoje wychowanka Törlessa" - Robert Musil


Opis: Powieść "Niepokoje wychowanka Törlessa" to wnikliwe studium relacji międzyludzkich, które zadaje fundamentalne pytania o źródła przemocy i w niezwykle przejmujący sposób opisuje mechanizmy manipulacji człowiekiem.

Akcja powieści rozgrywa się w czasach monarchii austro-węgierskiej w szkole kadetów dla chłopców z „dobrych domów” i przedstawia wewnętrzne zmagania wrażliwego wychowanka, zmuszonego stawić czoło szkolnej rzeczywistości. Konflikty między uczniami oraz perwersyjne zachowania, kryjące się za fasadą ekskluzywnego internatu, niepokoją, dręczą, a zarazem fascynują Törlessa. Dwaj liderzy klasowi szantażują Basiniego, słabszego ucznia przyłapanego na drobnej kradzieży. Straszą, że ujawnią jego przewinienie wobec całej klasy i nauczycieli. Trzymają go w szachu i wymagają coraz większej uległości. Törless jest dostatecznie silny i inteligentny, by nie poddać się dominacji zwyrodniałych moralnie kolegów, ale na tyle słaby, by nie przeciwstawiać się ich działaniom. Wciągnięty w spisek, staje się współuczestnikiem przeprowadzonego przez nich samosądu nad upatrzoną ofiarą...



 Sięgając po tę książkę, sądziłam, że oto trafiłam na coś naprawdę interesującego, co okaże się jedną z tych pozycji, które czyta się z zapałem i na długo zostaje w pamięci. Tymczasem... Owszem, jeszcze długo nie zapomnę Niepokojów..., choć może z nieco innych powodów, niż bym chciała.

  Gdy rozpoczęłam czytanie, zrozumiałam ważną rzecz: wszelkie moje oczekiwania mogę schować głęboko do kieszeni, bo nijak mają się do rzeczywistości. Czy poczułam zawód? Bynajmniej. Raczej jeszcze większe zaintrygowanie, bo oto trafiłam na pozycję tak odmienną od tych, które czytałam dotychczas. Przede wszystkim zaskoczył mnie język: poetycki, kwiecisty, piękny i... miejscami trudny do zniesienia. Nie zrażałam się, czytałam dalej, a w miarę tego czytania nabierałam podziwu dla tłumacza. Bo skoro mnie, Polce, czytanie w języku ojczystym czasami szło jak po grudzie, to co dopiero ten tłumacz miał powiedzieć?

 Opis tak mnie zainteresował tą dominacją, demoralizacją, perwersją i innymi brzydkimi rzeczami, że kiedy trafiłam na rozterki chłopaczka tęskniącego za rodzicami i jego wynurzenia
o tym, jaki to on niezrozumiany jest, mądry, wrażliwy et cetera, to poczułam się, jakbym z impetem uderzyła głową w mur. Nie czarujmy się, 
Törless bywał postacią zwyczajnie irytującą, którą trudno zrozumieć. A jednocześnie jest w nim coś takiego... Co sprawia, że można odnaleźć w nim kawałek siebie. Zakładam, że wielu z nas stawało przed trudnymi wyborami towarzyskimi oraz życiowymi, a niektóre z podjętych wtedy decyzji miały wpływ na nasze dalsze życie, być może nawet charakter, który dopiero się kształtował. I właśnie o tym jest ta historia, o młodym, miękkim charakterze, który szuka właściwego kształtu, swojej tożsamości pośród tego, co wypada i nie wypada, co dobre i złe. 

 Jednak... Nie tylko o Törlessie rzecz się miała, mimo iż to on jest głównym bohaterem. Jego towarzysze są ponadczasowymi odpowiednikami młodzieży znajdującej się w każdej szkole - liderów, który pociągają za sobą tłumy młodocianych kolegów, potrafiących i wywyższyć,
i poniżyć. Doprowadzić do tragedii. Bawią się ludźmi, manipulują, próbują przemycić własne poglądy, chociażby najdziwniejsze. Możecie być pewni, że podczas zagłębiania się w tę historię nadejdzie moment, kiedy rozchylicie usta ze zdumienia i zaczniecie zastanawiać się nad tym, co też ludzie są w stanie wymyślić oraz wprowadzić w życie. Wiara - jakakolwiek - to ogromna moc.

 Niepokoje wychowanka Törlessa to niełatwa książka. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że to jedna z tych lektur, które należy sobie dawkować niewielkimi porcjami, by nie udławić się zbyt dużym kawałkiem. I choć faktycznie bywała nieco perwersyjna, to niejednokrotnie odnosiłam wrażenie, że autor rozpoczynał interesujące wątki tylko po to, by zaraz je porzucić, ominąć to, co mógł stworzyć z nich najlepszego. Pozostawał niedosyt, lecz tematów do przemyśleń nie brakuje mi z pewnością. Myślę, że bibliofile lubiący czytelnicze wyzwania powinni skusić się na tę pozycję! No i warto zaznaczyć, że wydawnictwo, jak zwykle, postarało się i wydało pięknie oprawioną knigę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


Moja ocena: 6/10 (dobra)

niedziela, 19 lipca 2015

Podziel się uśmiechem!

Dzisiaj chcę podzielić się z Wami radością i uśmiechem!

Nie, nie wygrałam na loterii, nikt nie podarował mi tysiąca książek ani nie obiecał, 
że wakacje będą trwać cały rok. 
Dlaczego więc?
Tak po prostu!


Stracony jest każdy dzień bez uśmiechu.
- K. Makuszyński 
Każdy miewa gorsze dni, prawda? Nawet w wakacje, które niektórych już nie obejmują. Mam nadzieję, że te parę optymistycznych słów poprawi nastrój choć jednej osobie. Jeden uśmiech = jeden sukces!
Ludzie powinni częściej się do siebie uśmiechać! C=
Nie zaczynaj dzisiejszego dnia od rozpamiętywania wczorajszych zmartwień.
- P. Bosmans

Nigdy nie byłam typem optymistki, wciąż nie jestem, ale odkryłam ważną rzecz: jeden uśmiech może poprawić nawet najgorszy nastrój. To takie malutkie szczęście niczym światełko pośród mroku. Nie rozjaśni ciemności, ale da nadzieję na piękny wschód słońca :)

Uśmiech to skrzywienie, które wszystko prostuje.
- Internety

Zdjęcie z mojego kalendarza. Kupiłam go, bo ładnie wyglądał, a potem okazało się, że każdy miesiąc zawiera jakiś motywujący cytat  <3

W życiu chodzi o to, by być trochę niemożliwym.
- O. Wilde

Wielu z Was pewnie kojarzy pomysł na słoik szczęścia, do którego codziennie wrzuca się karteczkę z czymś, co danego dnia było dla nas szczęśliwe. Co prawda nie zrobiłam takiego słoika (bo jestem leń), ale idea utkwiła mi w pamięci; przekonałam się, że codziennie, nawet
w najgorszym dniu, znajdzie się jakiś drobiazg, za który warto być wdzięcznym.


Szczęściem jest to, że mogę pisać dla Was ten post ♥ 
Co szczęśliwego ostatnio spotkało Ciebie?
Podziel się tym z nami w komentarzu, przekonajmy się, jak różnorodne formy może przybierać szczęście =)

Życie jest zbyt ważne, aby brać je na poważnie.
- O. Wilde

I niech ten (ty)dzień upłynie Wam pod znakiem uśmiechu (:

piątek, 17 lipca 2015

139. "Laur" - Jewgienij Wodołazkin


Opis: Autor, nazywany "rosyjskim Umberto Eco", stworzył powieść, która w historycznym kostiumie zadaje niezwykle aktualne pytania.
Powieść ta, będąca swoistą podróżą w głąb rosyjskiej duszy, umiejętnie łączy pieczołowicie odwzorowane realia epoki z elementami mistycznymi. Pokazuje zamknięty w czterech księgach cykl przemiany bohatera, który pokonuje długą drogę od osieroconego chłopca do uzdrowiciela, potem mnicha-pustelnika, jurodiwego, a w końcu - świętego. Przemierzając Rosję, bohater styka się niemal codziennie z przemocą i okrucieństwem, a także z powszechnym wśród ludu apokaliptycznym lękiem, który potęguje szerząca się zaraza i nieustanne wojny. Równocześnie modli się w intencji ukochanej kobiety, która zginęła z jego winy. Tytułowy Laur to wprawdzie postać fikcyjna, ale utkana z wielu prawdziwych historii o rosyjskich świętych, dzięki czemu jego historia zyskuje charakter ponadczasowej przypowieści.  


 Laur zaintrygował mnie swoim opisem, który przywiódł mi na myśl historię Rasputina, człowieka nad wyraz interesującego, nieprzestającego budzić kontrowersji mimo niemal stu lat, które upłynęły od jego śmierci. Ponadto uwielbiam zagłębiać się w powieści rosyjskich autorów, kocham poznawać rosyjską historię i mentalność. Ot, skrzywienie, którego nie chcę prostować. Widzicie zatem, że powieść ta była dla mnie pozycją obowiązkową.

 Jewgienij Wodołazkin stworzył powieść, która zostaje w pamięci jeszcze długo po zakończeniu czytania. Nie jest pozycją stricte rozrywkową, w żadnym razie! To jedna z tych książek, które nie wpisują się w hedonistyczne kanony XXI wieku, ponieważ wymaga od czytelnika skupienia, chwili zadumy nad sobą oraz otaczającym go światem. Nie oznacza to jednak, że - jak często ma to miejsce w przypadku lektur szkolnych - czyta się mozolnie i z miernym zainteresowaniem, wypatrujących mądrości życiowych. Laur to naprawdę mądra pozycja, wzbudzająca zainteresowanie oraz silne emocje, ba, zdarzały się także momenty, kiedy nie sposób było się nie uśmiechnąć!

 Średniowiecze wielu z nam - i słusznie - kojarzy się z teocentryzmem. Ujrzawszy, jak ważną postacią jest dla Aleksieja Bóg, trochę się zraziłam. Bynajmniej nie ze względu na moje poglądy religijne czy inne tego typu pobudki osobiste - po prostu nie przepadam za opowieściami o Bogu w innej konwencji niż fantastyczna, jednak z czasem okazało się, że nie będzie to żaden problem. Autor uczynił z Boga Wielkiego (Nie)obecnego - Jego obecność stała się naturalną częścią powieści jak rażące wulgaryzmy w Sztywnym Gołkowskiego, bez tych cech obie, tak różne, książki utraciłyby swoje cechy charakterystyczne. Myślę też, że znaczna rola wiary w życiu głównego bohatera oraz jemu współczesnych to zaleta powieści. Wodołazkin oddał średniowieczne realia z pieczołowitością godną podziwu. Mentalność tamtych ludzi, ich zwyczaje, zabobony, nawet zioła leczące poszczególne dolegliwości - to wszystko zostało ujęte w treści; dzięki temu możemy tylko się domyślać, jak wiele pracy i serca pisarz włożył w tworzenie tej historii.

 Główny bohater, wspomniany już Aleksiej, bez wątpienia jest postacią dynamiczną. Towarzyszymy mu niemal przez całe jego życia, obserwując, jak z chłopca zmienia się w żądnego uczucia mężczyznę, jak najczystsze z uczuć sprowadza na jego głowę zło; jak pragnie odpokutować za swe uczynki; jak pomaga ludziom, nawet za cenę swej godności. Będziemy świadkami pięknych chwil, ale też takich zwyczajnie mrożących krew w żyłach. Każdy z nas odnajdzie w Aleksieju - Medyku - Ustinie - Laurze samego siebie. Bo przecież każdy z nas, nawet ten o najszlachetniejszym charakterze, jest tylko człowiekiem mającym słabości i wady, miewającym chwile zwątpienia. W Laurze z pewnością odnajdziecie pojedyncze mądrości życiowe, jednak to nie one są najważniejsze. Ta powieść cała jest życiową mądrością, pewną wskazówką i tylko od nas samych zależy, co z niej wyniesiemy.

 Zwiedzimy ówczesną Rosję, dowiadując się - jeśli ktoś nie wie - czym są jurodiwi oraz starcy - gwarantuję, że to interesujący, godny dalszego zgłębiania temat. Święci szaleńcy, będący trochę jak sam Rasputin (określany mianem świętego diabła), bez wątpienia są znakiem szczególnym ziem ruskich w tamtych czasach. Poznamy i Polaków - przejdziemy przez dawne ziemie Królestwa Polskiego, dowiadując się o naszym kraju wielu ciekawych rzeczy; stereotypów, które, notabene, są znacznie ciekawsze od tych dzisiejszych o pijakach. Będziemy mieli okazję zmierzyć się z własnymi słabościami, uświadomić sobie, jak wielkie lub też małe jest nasze miłosierdzie. Ufam też, że niejednokrotnie wzruszycie się podczas tej lektury, ściśnie Wam się serce, czy zjeży włos na głowie. 


Laur to mądra, poruszająca powieść o ludzkich słabościach i sile, którą daje miłość.
Jest niczym krzywe zwierciadło, w którym wielu wolałoby się nie przeglądać.
Czy Wam starczy odwagi?
Mam nadzieję, że tak.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


Moja ocena: 10/10 (arcydzieło)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Konkurs z "Przebudzoną o świcie" - WYNIKI!


Wakacyjny konkurs został zakończony, zatem czas ogłosić wyniki. 

Najpierw jednak chciałabym podziękować uczestnikom;
 wszystkie odpowiedzi były interesujące i chętnie nagrodziłabym każdego z Was C=

No ale życie jest brutalne i trzeba było wybrać trzech szczęśliwców.  
Okazało się to zadaniem niełatwym, bo o ile zwycięzcy głównej nagrody i i jednej niespodzianki zostali wybrani jednogłośnie, o tyle nad trzecim laureatem trwały burzliwe dyskusje.
Ba, można rzec, że rozpętała się zawzięta kłótnia, gdzie każdy bronił swojego kandydata.
Piotrusiu*, dziękuję za utwierdzenie mnie w słuszności moich pierwszych wyborów oraz za wspomniany spór.
Koteł, dziękuję za rozstrzygnięcie owego sporu.

* Porządna Nibylandia musi mieć Piotrusia 

UWAGA,
OTO ZWYCIĘZCY!

Główną nagrodę, czyli książkę pt. Przebudzona o świcie otrzymuje Tysiak!
Gratuluję ♥

Niespodzianki otrzymują:




Jeszcze raz serdecznie dziękuję uczestnikom oraz jurorom ♥