sobota, 26 kwietnia 2014

76. "Unicestwienie" - Jeff VanderMeer


Opis: Pełna grozy opowieść, która stawia pytania o tożsamość, relacje z innymi i własne ograniczenia.

Powstała po tajemniczym Wydarzeniu Strefa X rządzi się własnymi, nieznanymi ludziom prawami. Członkowie jedenastu pierwszych ekspedycji do Strefy umierali, popełniali samobójstwa lub zabijali się nawzajem. Ci, którzy przetrwali, nie pamiętali, jak przebiegał ich powrót. Dwunastą wyprawę tworzą wyłącznie kobiety. Czy im uda się odkryć tajemnice Strefy? Jakie sekrety kryje niezwykła flora i fauna tego miejsca? A może to ona je stworzyła i nim rządzi? Jedno jest pewne: Strefa X wpływa na ludzkie umysły i zmienia każdego.

„Unicestwienie”, pierwsza część nowej trylogii Jeffa VanderMeera, to obowiązkowa pozycja dla miłośników klasycznej fantastyki – książek Silverberga, Harrisona, braci Strugackich i Lema – oraz dla fanów literatury grozy najwyższej próby. 

Wciągająca opowieść o spotkaniu z Nieznanym, które zamienia się w spotkanie z samym sobą. Historia, która stawia pytania o tożsamość, relacje z innymi i własne ograniczenia. To podróż w głąb Strefy X i w głąb psychiki głównej bohaterki.

Prawa do sfilmowania trylogii kupiły już Paramount Pictures i Scott Rudin Productions. Okładkę i ilustracje do polskiego wydania książki wykonał jeden z najbardziej znanych polskich grafików Patryk Mogilnicki.

 Spoglądając na okładkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Moje pierwsze skojarzenie: komputer. Będzie coś wirtualnego! Tylko ta zieleń i palemki... Nie pasowały. Więc trzeba było spojrzeć na opis. Który to opis błyskawicznie wyprowadził mnie z błędu i sprawił, że zapragnęłam tę książkę przeczytać. Dlatego też, kiedy mój ulubiony szef zapytał, kto chce Unicestwienie, zgłosiłam się. Mimo to... Jakoś nie byłam przekonana, czy to aby na pewno coś dla mnie. Już po pierwszych stronach wiedziałam, jaka będzie recenzja tej książki. Wiem także, że okładka Unicestwienia należy do grona tych, które prawdziwego sensu nabierają dopiero po przeczytaniu powieści. Wtedy też stają się magiczne, wyjątkowe i... nie zamienilibyśmy ich na żadne inne.

 Jeff VanderMeer intryguje od pierwszej strony, umiejętnie dawkując zarówno napięcie jak i informacje. Napięcie towarzyszyło mi od początku do końca, nie opuszczając ani na chwilę; zalewało mnie jedną wielką falą do spółki ze strachem. Z kolei informacje autor sączył między kolejnymi zdaniami, wzbudzając w czytelniku zaciekawienie, jednocześnie dając mu przy tym poczucie, że i tak już sporo wie i że ma doskonałą orientację w sytuacji. Jest to cenna, ale, niestety, bardzo rzadko spotykana umiejętność. Gdyby wszyscy autorzy z podobną maestrią przelewali swe myśli na papier,
świat byłby pełen doskonałych książek.

 Główna bohaterka Unicestwienia to biolożka. W Strefie X nie ma imion, są luksusem, który rozpraszałby uwagę członków ekspedycji. Tak więc prócz biolożki mamy psycholożkę, geodetkę i antropolożkę. Językoznawczyni zrezygnowała tuż przed przejściem na drugą stronę granicy. Był to nad wyraz mądry wybór. Ze Strefy X nie wrócił nikt. A jeśli wrócił... to i tak tam został. Strefa rządzi się swoimi prawami. Tylko tam delfiny mają ludzkie oczy, codziennie wieczorem coś okropnego wyje w trzcinie, a w podziemnej wieży Pełzacz kreśli żywe słowa... Zajrzenie w umysł biolożki było niesamowitym przeżyciem. Obcowanie z osobą tak realistyczną i jednocześnie wyjątkową okazało się nie tylko fascynujące, ale i uzależniające. Narracja pierwszoosobowa nakreśliła nad wyraz obiektywny obraz sytuacji, zabarwiając go przy tym wszelkimi emocjami biolożki. Od powieści nie można było się oderwać. Ani na moment. Pochłonęłam ją w zastraszajacym tempie, natychmiast pragnąc więcej, a kiedy uświadomiłam sobie, że w najbliższym czasie więcej nie będzie, ogarnął mnie straszliwy książkowy kac...

 Autor, dawkując napięcie, sprawił, że czułam przyspieszone bicie serca i gęsią skórkę na karku. Im dalej
zagłębiałam się w tajemnice Strefy X, im bardziej poznawałam jej tajemnice, tym bardziej się bałam. Byłam nie tyle przestraszona, co przerażona, a mimo to nie potrafiłam odłożyć książki. Pierwszy raz tak naprawdę zrozumiałam, dlaczego ludzie lubią się bać. Istnieje strach i strach, który uzależnia. Pan Jeff zasługuje na tytuł mistrza grozy tak samo jak King. Czyżby dotychczasowy król miał konkurencję? Zobaczymy, ale jedno jest pewne: stworzyć podobną atmosferę psychozy mógł tylko prawdziwy mistrz pióra, jakim bez wątpienia jest VanderMeer!


POLECAM TĘ KSIĄŻKĘ WSZYSTKIM!*
* bez najmniejszego wyjątku

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję portalowi papierowypies.pl!

Moja ocena: 10/10 (arcydzieło)

4 komentarze:

  1. Opis brzmi naprawdę intrygująco, a moja chęć przeczytania jeszcze bardziej zakorzeniła się we mnie, kiedy przeczytałam recenzję. Z największą przyjemnością przeczytam!

    shelf-of-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholender !
    10/10 !
    To musi być coś genialnego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Choc okładka jakoś za bardzo mnie nie przekonywała, to po twojej recenzji stwierdzam jednoznacznie: muszę przeczytać!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem tej książki już od dawna, bo już sama okładka i opis mnie zaintrygowały :)

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)