wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013! :)




 Jest 31 grudnia. Sylwester. W tym dniu wiele osób podsumowuje przeżyty rok, robi postanowienia noworoczne... Ja kończę to 12 miesięcy podsumowaniem moich czytelniczych osiągnięć, a nadciągający Nowy Rok powitam jednym postanowieniem: 
READ MORE BOOKS!

W tym miejscu chciałabym Wam żyć, abyście nieustannie pobijali swoje czytelnicze rekordy, a co za tym idzie: mieli mnóstwo wolnego czasu na czytanie ;)
Życzę Wam również szczęścia, pomyślności oraz spełnienia marzeń... ♥

Cóż, nie jestem dobra w składaniu życzeń, ale doceńcie moje starania i fakt, że robię to szczerze :D




 W 2013 roku przeczytałam 106 książek. Nie za mało, ale też nieszczególnie dużo. Ot, w sam raz. Tyle, ile zdążyłam. W końcu najważniejsze w czytaniu jest czerpanie z niego przyjemności! :)

 W 2013 roku przeczytałam około 37098 stron (nie licząc gazet etc.)
 W 2013 roku założyłam tego oto bloga. A dokładnie: 13 lipca.

 W 2013 roku mój blog posiada 75 obserwatorów, ponad 8300 wejść.

 W 2013 roku opublikowałam łącznie 65 postów na moim blogu; w tym 57 recenzji.

 W 2013 roku fanpage bloga posiada 51 polubień.

 W 2013 roku nawiązałam trzy współprace.

 W 2013 roku nawiązałam kontakt z dwoma autorami, którzy okazali się nadzwyczajnie mili! 
 W 2013 roku kupiłam oraz dostałam tyle książek, że nie jestem tego w stanie zliczyć. Moja bliblioteczka liczy sobie ponad 100 pozycji, a półki są tak wygięte, że przypominają nawiasy xD

 W 2013 roku zrobiłam wiele różnych rzeczy. Jedne były miłe, drugie mniej. Śmiałam się z przyjaciółmi, kłóciłam z byle kim...

 Nie wiem, czy w roku 2014 częściej będę się śmiać, czy też płakać, ale jedno jest pewne: BĘDĘ CZYTAĆ! C=


12 NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK W ROKU 2013:
  1. Styczeń: Gotuj z papieżem - Jakub Ćwiek
  2. Luty: Kłamca - Jakub Ćwiek & Złodziej Dusz - Aneta Jadowska
  3. Marzec: Norweski dziennik: Ucieczka - Andrzej Pilipiuk
  4. Kwiecień: Aparatus - Andrzej Pilipiuk
  5. Maj: Krew aniołów - Nalini Singh
  6. Czerwiec: Alicja - Jacek Piekara & Operacja Dzień Wskrzeszenia - A. Pilipiuk
  7. Lipiec: Zwycięzca bierze wszystko - Aneta Jadowska
  8. Sierpień: Szewc z Lichtenrade - Andrzej Pilipiuk
  9. Wrzesień: Nekrofikcje - Paweł Ciećwierz & Chłopcy 2. Bangarang - J. Ćwiek
  10. Październik: Trucizna - Andrzej Pilipiuk & Król kruków - Maggie Stiefvater
  11. Listopad: Sezon burz - Andrzej Sapkowski
  12. Grudzień: Zborowski - Jacek Komuda & Minione życia - Wojciech Baran
Cóż, miało być 12 książek, ale niektóre tytuły po prostu nie mogły zostać pominięte... :P

4 NAJWIĘKSZE ZAWODY LITERACKIE W ROKU 2013:
  1. Martwy aż do zmroku - Charlaine Harris
  2. Kocham cię prawie aż po śmierć - Tate Hallaway
  3. Pocałunki z piekła - praca zbiorowa
  4. Zbuntowana - Veronica Roth

6 NAJLEPSZYCH AUTORÓW W ROKU 2013:
  1. Andrzej Pilipiuk
  2. Andrzej Sapkowski
  3. Jacek Komuda
  4. Aneta Jadowska
  5. Jacek Piekara
  6. Jakub Ćwiek

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

piątek, 27 grudnia 2013

57. "Arlin" - Adrian Atamańczuk


Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: „Wrzask wrogów i grzmiące tarabany zdominowały świat. Ale oto nagle przemówiła Konkondaria: dźwięk srebrnego rogu wybił się ponad piekielny jazgot tonem czystym, niewzruszonym i dumnym. Zanim jeszcze przebrzmiał, smoczym basem zawtórowały mu mosiężne tuby silberyjskie, ozwały się naraz syrenim śpiewem konchy, w które zadęli Luceryjczycy, a w to wszystko wmieszał się wysoki, zaczepny ton nelmudyjskich świstawek, jakimi ich oficerowie zwykli komenderować w boju. Na koniec gruchnęły szalonym pląsem mochabackie bębny uderzane krzepkimi dłońmi góralek. Z Konkorii popłynęła wspólna, wyzywająca pieśń wolnych narodów. Tak odpowiedziała wyspa morzu.”


W skład książki wchodzą dwa opowiadania:

  • Książę Cienia

Mała dziewczynka Arlin jest świadkiem przygotowań do kaźni pięknej czarodziejki i postanawia jej pomóc. Jakie konsekwencje dla niej i bliskich jej osób będzie mieć ta decyzja? Czy sprzeciwienie się okrutnemu kapłanowi w kraju, gdzie prawo jest wyłącznie po stronie silnych nie skończy się dla wszystkich zamieszanych w tę sprawę tragicznie? A może to właśnie kapłan przeceni swoje siły w konfrontacji z tajemniczą kobietą? I co do tego ma niezwykły pierścień Dallili? Kim jest Yskayzer i czy dawni bogowie na pewno odeszli w zapomnienie?


  • Płomień i mrok
Pewnego dnia, ktoś, gdzieś, nie przypadkiem budzi przerażającego demona. Upiór nie zapomniał dawnych uraz i dąży do zniszczenia ludzkiego świata. Jego moc wydaje się nie mieć granic a oporne królestwa jedno po drugim upadają i zamieniają się w pył. Konkoria staje się ostatnim miastem, ostatnim bastionem wolnych ludzi. Czy znajdzie się ktoś, kto powstrzyma pochód armii ciemności? I jaką rolę w historii odegra Arlin oraz jej przyjaciele?

„Arlin” to opowieść o walce Dobra ze Złem, o przyjaźni, wierności, honorze i marzeniach. I o wierze w te wartości. Magia spotka się tu z magią, a płomień i żelazo będą wirować w nieustannym tańcu. Bo lepiej zginąć, niż stracić wolność. Bo nie ma życia bez wolności.

 Arlin to jedna z tych książek, których opis na tylnej okładce nie jest przekłamany. Intryguje, zachęca do czytania, informuje, co znajdziemy w środku. A najlepsze jest to, że podczas czytania naprawdę znajdujemy w każdej opowieści dokładnie to, co nam obiecano. Z samą okładką rzecz ma się już nieco inaczej. Przyznaję bez bicia, że kiedy widziałam ją tylko na zdjęciu w Internecie, nie byłam zachwycona. Ale gdy tylko zobaczyłam Arlin na żywo... Cudo! Już po kilku stronach zrozumiałam, dlaczego grafika jest taka, a nie inna. I wtedy właśnie ją pokochałam. Doceniłam nawiązanie do treści i prostotę wykonania.

"- To kłamstwo! Bluźnierstwo!
- Więc? Kto zamknie mi usta? Mam rzucić rękawicę? A może nią  w pysk kogoś chlasnąć?"

Wielokrotnie spotkałam się z książkami, które na początku były nudne i dopiero po przebrnięciu przez owo nieudane-ileś-tam-stron rozpoczynała się właściwa akcja. Adrian Atamańczuk intryguje czytelnika już od pierwszego akapitu. Jeśli opis kogoś nie przekonał ostatecznie, to to 11 wersów przekona nawet najbardziej oporną marudę. Tak więc powieść porywa od pierwszej strony i trzyma w napięciu aż do samego końca (nieraz zauważyłam, jak podczas czytania serce zaczynało mi mocniej bić).

"(...) nie jest ważne, w co kto wierzy czy jak i na co się zapatruje, byle drugiego nie zmuszał do własnych przekonań (...)"

 Autor zaskoczył mnie stworzonym przez siebie światem. Opisał go bardzo szczegółowo, z mnóstwem trudnych, a jednocześnie pięknych nazw, zapoznał czytelnika z historią swojego uniwersum, legendami, wierzeniami, podaniami... Warto również wspomnieć o umieszczonej na końcu książki mapce, która pomagała rozeznać się w sytuacji, zobrazować sobie przedstawiane opisy. 

"(...) martwić się w sytuacji, kiedy nie można wyjść naprzeciw obawom, to świadomie trwonić siły i osłabiać ducha."

 Arlin jest jedną z naprawdę nielicznych głównych bohaterek, do których zapałałam autentyczną sympatią. Do teraz jestem tym faktem zadziwiona. W gruncie rzeczy, to w tej książce znalazłam wielu przyjaciół... I wielu mężów! Za jednym zamachem pokochałam ośmiu Yskayzerczyków, a przede wszystkim ich dowódcę: Księcia Cienia. Są też bohaterowie, których zwyczajnie lubię, ale są też tacy, do których mam mieszane uczucia. Np. Szeramis. Ta czarownica z początku nieustannie kojarzyła mi się z Yennefer z wiedźmina. Później to wrażenie minęło, ponieważ okazała się całkiem inna od swojej... koleżanki po fachu, że tak powiem. Ani ją lubię, ani nie lubię. Nie potrafię tego rozgryźć. Nerghubs to postać, do której gdzieś tam w głębi duszy czułam nieśmiałą sympatię, choć nie powinnam, bo przecież jest zły i w ogóle... Złoty Rycerz to jedna z moich ulubionych postaci, właściwie stanowi konkurencję dla Księcia Cienia. Obaj herosi mają TO COŚ, czemu nie sposób się oprzeć.

"Żaden bóg nie zdoła pomóc ludziom, jeśli ci sami nie zechcą się zmienić."

 Pierwsze opowiadanie zostało napisane w stylu, który przywodzi na myśl baśń. Baśń dla dorosłych, tak na marginesie. Drugie z kolei zostało pozbawione tej lekkości, nabrało poważniejszej wymowy. 
 Były momenty, gdy opisy wydawały mi się za krótkie, odnosiłam wrażenie, że czegoś brakuje, ale w ostatecznym rozrachunku pokochałam tę powieść. Dlaczego? Ponieważ jest jedną z nielicznych książek na dzisiejszym rynku, które ofiarują przesłanie; prawdziwą, czystą przyjaźń, miłość, wierność, honor... Właśnie to urzekło mnie w Arlin. Właśnie to sprawiło, że pod koniec miałam ochotę udusić autora, a potem z radości rzucić mu się na szyję. Z niecierpliwością będę wyczekiwać na część trzecią!

ZA EGZEMPLARZ RECENZENCKI DZIĘKUJĘ AUTOROWI!

Moja ocena:  6- (rewelacyjna minus)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

56. "Nieumarła i niedoceniona" - Mary Janice Davidson



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Królowa Wampirów nie jest już ani niezamężna, ani bezrobotna.
Ale to właśnie początek jej wiecznych kłopotów…
Niełatwo być królową. Zwłaszcza wampirów. I zwłaszcza gdy Królem jest najbardziej wkurzający (i najbardziej seksowny) facet na świecie. A jeszcze pracownicy jej nocnego klubu ciągle się czepiają, odkąd wyeliminowała poprzednią szefową. Ech, ludzie to są…
Ale w „życiu” Betsy Taylor następuje zwrot, gdy od swojej koszmarnej macochy dowiaduje się, że ma siostrę, o której nie miała pojęcia. Laura jest przeurocza, przesympatyczna i… śmiertelnie niebezpieczna dla wampirów…

 Trzecie spotkanie z Betsy, Sinclairem, MPR... Oraz pierwsze z Laurą. Uroczą, słodką, niewinną, pomocną Laurą, której matka jest diabłem. Dosłownie. No i której przeznaczeniem jest objąć władzę nad światem. Sęk w tym, że Ericowi nieszczególnie ten fakt przypadł do gustu. A wiadomo - Król Wampirów nie lubi, gdy coś idzie nie po jego myśli...

M.J. Davidson pozostała przy swoim niesamowicie lekkim, dowcipnym stylu pisania, dzięki czemu czytelnik nie może nie pochłonąć książki błyskawicznie. No i nie może nie roześmiać się podczas czytania. Ja osobiście nie mogę też nie zazdrościć Betsy Erica. A skoro już jesteśmy przy tej dwójce: nie zabrakło scen erotycznych. Powieść znowu kipiała od napięcia seksualnego, co dodawało jej pikanterii.

 Do serii trafiła nowa postać - Laura. Znielubiłam ją od pierwszych wzmianek, polubiłam, gdy wystąpiła osobiście, znielubiłam ją razem z Sinclairem, gdy... Ekhem, nie powiem Wam, bo musicie sami o tym przeczytać. MUSICIE! Ostatecznie mam mieszane uczucia względem tej bohaterki i nie sądzę, by prędko było mi dane rozstrzygnąć, czy ją lubię, czy nie, ponieważ szanowne Wydawnictwo Amber kolejny raz rozpoczęło naprawdę świetną serię i jej nie dokończyło. Prawdę mówiąc mam do niego żal - ich książki, choć świetne, zawierają wiele literówek, zaczynają coś i nie kończą tego... Szkoda słów.

 Książka jak zwykle tryska akcją i humorem, seksem. Jest doskonałą rozrywką na kilka godzin, ale nie doszukiwałabym się w niej głębokich przesłań. Chyba że ktoś za głębokie przesłanie uznaje stwierdzenie, iż lepiej umrzeć, niż nosić brzydkie buty. Albo że Eric czuje się nieszczęśliwy, gdy gwałci go własna wampirza małżonka...

 W ostatecznym rozrachunku polecam tę książkę wszystkim - dziewczynom, chłopakom. Po prostu każdemu, kto potrzebuje wytchnienia od szarej rzeczywistości.


Moja ocena: 5 (bardzo dobra)

niedziela, 22 grudnia 2013

55. "Nieumarła i niezamężna" - Mary Janice Davidson



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Dzień, w którym umarłam, zaczął się kiepsko i z każdą chwilą stawał się coraz gorszy…

 Elizabeth Taylor jednego dnia traci pracę, zostaje przejechana przez ciężarówkę, a drugiego wredna MPR (Macocha z Piekła Rodem) kradnie wszystkie jej buty od znanych projektantów i każe pochować pasierbicę we własnych, starych butach. Brzydkich, znoszonych i na pewno nie takich od projektanta. Że już nie wspomnę o koszmarnym makijażu i obrzydliwym różowym kostiumie, w który ubrano Betsy do trumny. Może to dlatego wstała z martwych? W końcu w różowym tak bardzo jej nie do twarzy...

 Mary Janice Taylor wykreowała fantastyczną główną bohaterkę - modnisię sfiksowaną na punkcie butów, pyskatą jak wszyscy diabli, która na przekór wszystkim i wszystkiemu nie potrafiła nawet porządnie umrzeć. No naprawdę, czy to tak trudno pozostać martwym?! Ano, trudno. Zwłaszcza w koszmarnych butach. Panna Taylor to osóbka, którą  można by uznać na pierwszy rzut oka za pustą. Jeśli przyjrzeć się jej bliżej, wcale taka nie jest. No, nie do końca. A już na pewno zyskała sobie moją sympatię, choć sama chodzę w glanach. 

 Autorka stworzyła niesamowity świat, w którym realia wampirze i ludzkie nieustannie się przenikają. Betsy nie akceptuje faktu, że jest martwa, najprzystojniejszego i najseksowniejszego wampira w mieście uznała za dupka, z kolei najstarszego wampira wyśmiała przy całym jego klanie, a kiedy skazał ją na najgorszą dla wampira karę - polanie wodą święconą - zaczęła kichać, bo H2Ośw dostała jej się do nosa podczas śmiechu. Tym samym stała się wrogiem numer jeden Nostro.


 Odnośnie największego dupka w mieście - Erica Sinclaira - uwielbiam tę postać. Został tak fantastycznie wykreowany, że z miejsca zaliczyłam go do grona moich literackich mężów. On po prostu... ma TO COŚ. To coś, czego autorka nie popsuła w kolejnych częściach książki. Musicie przeczytać Nieumarłą i niezamężną chociażby ze względu na niego! 

 Cykl o Nieumarłej i... to seria przepełniona akcją, dowcipem i seksem. A jeśli akurat nie ma scen erotycznych (których pani Davidson nie wstydziła się opisywać), to napięcie pomiędzy Betsy i Sinclairem jest wręcz namacalne. Oj, nieraz ta książka wywoła rumieńce na waszej twarzy!

 Nieumarłą i... polecam każdemu, kto potrzebuje kilkugodzinnej rozrywki. Takiej prawdziwej, soczystej i pełnokrwistej rozrywki z intrygami, zabijaniem, seksem i śmiechem. Serię o Betsy Taylor zaliczam do jednej z moich ulubionych!


Moja ocena: 6 (rewelacyjna)


poniedziałek, 16 grudnia 2013

54. "Cmętarz Zwieżąt" - Stephen King


Opis : Zazwyczaj przeprowadzka to początek nowego życia, ale dla rodziny Creedów stała się początkiem ich końca. Mistrz horroru Stephen King zaprasza czytelników na wycieczkę do piekła i z powrotem!

Na świecie istnieją dobre i złe miejsca. Nowy dom rodziny Creedów w Ludlow był niewątpliwie dobrym miejscem - przytulną, przyjazną wiejską przystanią po zgiełku i chaosie Chicago. Cudowne otoczenie Nowej Anglii, łąki, las; idealna siedziba dla młodego lekarza, jego żony, dwójki dzieci i kota. Wspaniała praca, mili sąsiedzi - i droga, po której nieustannie przetaczają się ciężarówki. Droga i miejsce za domem, w lesie, pełne wzniesionych dziecięcymi rękami nagrobków, z napisem na bramie: CMĘTARZ ZWIEŻĄT (cóż, nie wszystkie dzieci znają dobrze ortografię...). 

Ci, którzy nie znają przeszłości, zwykle ją powtarzają... i nie chcą słuchać ostrzeżeń.
(...)

 Cmętarz Zwieżąt jest moją drugą przygodą z Kingiem. Właściwie to całkiem nieplanową, ot moja Dilerka Książek przyniosła mi tę powieść z biblioteki, a że Komudę pochłonęłam niemal od razu, to coś trzeba było czytać. Przyznaję również, że sporo dobrego się o autorze nasłuchałam i chciałam przekonać się w czym
tkwi jego fenomen. Bo Uciekinier, choć był dobry, to nie sprawił, że zapałałam miłością do tego pana.

"Ziemia serca mężczyzny jest kamienista (...) Tuż pod nią kryje się skała. Mężczyzna hoduje w niej to, co zdoła... i opiekuje się tym."

 Książka napisana jest lekkim, bardzo przyjemnym językiem, a mimo to, zupełnie paradoksalnie, była chwila, kiedy zastanawiałam się, czy dotrwam do końca. Ale dotrwałam. Skąd zatem wzięła się owa chwila słabości? Ano stąd, że pomiędzy sielankę wkradło się straszydło, wywierając na mnie presję psychiczną. Tak się składa, że King opisuje wszystko bardzo sugestywnie, więc zombie - coś, czego bardzo się boję - nie wywołało we mnie entuzjazmu.

 Jak już wspomniałam, tzw. król horrorów tworzy bardzo realistyczne opisy. W jednej chwili relaksujemy się, czytając o uroczym domku z soczystą trawą, życiu jak z bajki, a w drugiej kulimy, odczuwając strach przedstawionych na kartach powieści postaci. To zresztą nie tyczy się tylko tak skrajnych emocji jak szczęście i strach, o nie. Odczuwamy również ich zdenerwowanie, stresy, wątpliwości... Wszystko.

"Koty to gangsterzy świata zwierzęcego, żyjący poza prawem i tam ginący. Mnóstwo z nich nie dożyje starości przy kominku."

 Obserwujemy popadanie Louisa Creeda w obłęd. Nie jest to nic w stylu "O matko, chyba zwariowałem, łyknę aspirynę, to mi przejdzie". Nic z tych rzeczy. Proces jest stopniowy. Zaczyna się od wiary w nadprzyrodzone rzeczy, walki umysłu z intuicją. Później nadchodzi etap utraty kogoś bliskiego i zmaganie się z samym sobą: czy mam prawo to zrobić? Nie. Ale pradawne moce nie śpią. Tak więc, gdy nadchodzi moment rozkopywania grobów, nikt już nie jest taki jak dawniej. 

 Podczas lektury Cmętarza Zwieżąt, zwłaszcza od chwili, gdy atmosfera naprawdę zgęstniała, czułam niesamowite napięcie. I nie było to napięcie typu "Coś zaraz wyjdzie zza tamtych drzwi. Nie otwieraj tamtych drzwi!!!",  lecz nacisk psychiczny, jakbym była bezpośrednim świadkiem tych wszystkich okropnych wydarzeń. Niejednokrotnie zadałam sobie pytanie, czy zdołałabym wytrzymać tyle, co Louis, skoro już czytanie o tym wywołuje we mnie takie emocje. Sądzę, że nie. Sądzę, że popadłabym w obłęd jeszcze wcześniej od niego. Już podczas składania literek w wyrazy, trudno mi było trzymać się świata realnego. Kompletnie odpływałam.

Polecam Cmętarz Zwieżąt każdemu, kto oczekuje od książki przemyślanej akcji, niezwykłych bohaterów i stałego napięcia. Ale OSTRZEGAM przed jednym: po skończeniu tej powieści ani koty nie będą takie same jak wcześniej, ani las, ani nawet skrzypienie schodów za drzwiami własnej sypialni.

Moja ocena: 5+ (bardzo dobra plus)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

53. "Krzyżacka zawierucha" - Jacek Komuda



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna


Opis: ZMIERZCH EPOKI RYCERSKICH IDEAŁÓW

18 września 1454. Bitwa pod Chojnicami. Straszliwa klęska rycerstwa polskiego. Triumfuje taktyka i sprawność krzyżackich jednostek najemnych.

POMSTA ZA GRUNWALD!

Bolko z Rożnowa, wnuk nieśmiertelnej sławy Zawiszy Czarnego, rycerza bez skazy, cudem unika śmierci. Splot zdarzeń ciska go w paszczę wojny wywiadów, intryg, ludzi, którzy rycerski honor i kodeks uważają za uciążliwy anachronizm.
W huku zderzających się pancerzy, kwiku oszalałych koni, zgrzycie toporów i mieczy - rodzi się nowe. Brutalne i skuteczne.

PRZYŁĄCZ SIĘ! LUB GIŃ!

 Komuda Krzyżacką Zawieruchę napisał z okazji 600 lecia Bitwy pod Grunwaldem, odstępując tym samym od tradycyjnego czasu akcji w jego powieściach. Zamiast Sarmatów mamy wojaków grunwaldzkich. Rycerzy bez skazy. No... Jednego rycerza, który usiłuje taki pozostać w morzu okrucieństwa, kłamstwa i intryg. Jednak nienawiść jest zdradliwą kochanką i idąc z nią pod rękę, trudno pozostać dobrym człowiekiem...

" - W imię Chrystusa Miłościwego, miejże nad nami miłosierdzie, kumotrze Wetzhausen - ozwał się Szumborski. - Mówiąc zaś ludzkim językiem: nie pierdolże trzy po trzy."

 Początki z tą książką nie były dla mnie łatwe. Powiedzmy sobie wprost: nie zachwycały mnie. Jednak nie odpuszczałam, bo jak to tak - książka Komudy miałaby mi się nie podobać? Książka o czasach, kiedy słowo szlacheckie warte było więcej niż wszystkie dzisiejsze umowy spisane na papierze? Książka o honorze i mieczu? Czyli o tym, co kocham. Nie darowałam sobie, brnęłam dalej. I dobrze uczyniłam, ponieważ po kilkunastu stronach wciągnęłam się w historię Bolka, wsiąkłam w średniowiecze, pochłonęłam tę powieść w niecałą dobę.

Fidelitas
Wiara

 Autor nie opowiada ani o lekkich, ani o przyjemnych czasach, jednak robi to lekko i przyjemnie. Książkę pochłania się w błyskawicznym tempie mimo archaizacji języka. Oczywiście trzeba takie klimaty lubić, bo w przeciwnym razie intrygi, strugi krwi i szczęk mieczy pozostaną przez czytelnika niedocenione. Tak więc osobom wrażliwym i romantykom nie polecam. Uciśnionych księżniczek ratowanych przez księcia na białym koniu tutaj nie znajdziecie.

Pietas
Wiara

 Zastrzeżenia mam do dwóch rzeczy. Primo: ilustracje. Nie dość, że swą urodą nie zwalają z nóg, choć przyznaję, że trochę w trafniejszym zobrazowaniu sytuacji pomagają, to jeszcze mi spoilerują. Na obrazku przedstawiona jest sytuacja, która będzie dopiero na następnej stronie. I to trochę zaskoczenie psuje... Duo: zakończenie. Myślałam, że popłaczę się ze złości. Przywiązałam się do Bolka, chciałam poznać jego dalsze losy, a tu masz babo placek! Autor urwał w takim momencie, że uch!

Virtus
Męstwo

 Jedna z opisanych przez pana Jacka sytuacji podobała mi się szczególnie. Zasłużyła na osobny akapit. Było to wróżenie z kości Krzyżakom. Ta scena fantastycznie ukazała ludzką naturę, ale nie na to chcę zwrócić uwagę. Mam na myśli raczej samą przepowiednię, wróżbę o czarnym orle na żółtym polu, tonącym we krwi. Gdybym wcześniej nie sprawdziła, jak wygląda herb Sulima, to bym jej w pełni nie doceniła. Istny majstersztyk! 

Moja ocena: 5 (bardzo dobra)

sobota, 7 grudnia 2013

52. "Zborowski" - Jacek Komuda



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna


Opis: Gdy wpada w gniew, niczym wściekły pies, uderza śmiertelnie boleśnie!
*
Straceniec, którego niewiele szczęścia w życiu spotkało. Wespół z kozacką duszą , Nikoforem Hunią oraz łasym na złoto Bohuszem, brnie w czeluść czarciego kotła. Tam, gdzie smaży się już wielu z tych, których posiekał szablą głodną krwi.
*
Dumne nazwisko, do którego lgną wywołańcy i hultaje jest mu tylko ciężarem. Pamięć o strasznym ojcu ściętym pod krakowską basztą Lubranką skazała go na żywot tułacza i najmity.
*

Samuel Zborowski niesie tylko swoją szablę i honor. Ale jedno i drugie droższe jest mu niż życie.

 Jacek Komuda kolejny raz zabiera nas do szlacheckiej Polski. Oczywiście robi to w wielkim stylu, on inaczej nie potrafi! Niezwykle realistycznie oddaje realia Korony Polskiej, nie ubarwiając ani nie zakłamując prawdy. Można by więc pomyśleć, że będzie nudno i... nijako. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że historia naszego kraju jest niezwykle ciekawa. Znacznie ciekawsza niż ta, której uczy się nas w szkole.


"Zborowski... (...) Nazwisko, do którego lgnęli wywołańcy i hultaje, a ludzie poczciwi na jego dźwięk odwracali głowy i nader chętnie obciążali je winą za cudze grzechy."

 Autor opisuje nie tylko szlacheckie zwady, zajazdy i polityczne intrygi. Przede wszystkim pokazuje, że nawet dobry człowiek potrafi złamać się pod nawałem nieszczęść, które na niego spadają, że kiedy wszyscy widzą w nim zło wcielone, banitę, infamisa i wywołańca i tak też go traktują, to w końcu ów człowiek taki się staje. Bo stracił to, co miał najcenniejsze i teraz do stracenia nie ma już nic. Łącznie z nadzieją, że los się odmieni.


"Słowa ne striła, a głubsze ranit.*"
* z ros. - Słowa nie strzała, a ranią bardziej

 Główny bohater książki to Samuel Zborowski - własny ród uważa go za bękarta. Jest chudopachołkiem bez najlichszej chaty, pogrobowcem. Po ojcu odziedziczył szlachecką fantazję, dryg do szabelki i złą sławę. To właśnie jego przemianę obserwujemy podczas czytania. W jednym opowiadaniu nie chce zabijać, w drugim chce się żenić, w trzecim nie zostało mu nic, w czwartym zabija z zimną krwią, w piątym bez wahania mówi, co myśli, bo wie, że zamordowanie kolejnego Zborowskiego wywołałoby małą katastrofę w skali krajowej...


"Śmierć tak często wchodzi mi w drogę, że można by rzec, iż stała się moją nałożnicą."

 Komuda jak zwykle uraczył nas historią napisaną lekko archaicznym językiem, co jednak nie zmienia faktu, że powieść czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Ponadto na końcu książki stworzył przypisy, w których wyjaśnia co ciekawsze bądź trudniejsze zagadnienia. Przyznaję, że były one dla mnie wielkim plusem, bo zdobywanie nowych informacji na temat historii własnego kraju jest bardzo przyjemne. Sądzę, że nawet osoby, które lekcji historii nie lubią, Komudę pokochają. Oczywiście pod warunkiem, że lubią książki z dobrą bitką i przelewaniem krwi. Oraz czymś, co pominęłam wcześniej - nutką fantastyki. Ale nie takiej, jaką znamy dzisiaj: wampiry płaczące nad swoim żywotem, świecące w słońcu, wilkołaki, które pozwalają robić sobie warkoczyki... Nie! Mamy odrobinę twardej, słowiańskiej wiary w diabły. Ugości nas prawdziwy, złośliwy i zimnokrwisty dytko. 

Moja ocena: *7 (wybitna)

czwartek, 5 grudnia 2013

51. "Miasto szkła" - Cassandra Clare


Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna


Opis: Pośród chaosu wojny Nocni Łowcy muszą zdecydować się na walkę u boku wampirów, wilkołaków i innych Podziemnych… albo przeciwko nim. Tymczasem Jace i Clary też muszą podjąć ważne decyzje. Czy mogą pozwolić sobie na zakazaną miłość?

 Trzecie spotkanie z Nocnymi Łowcami okazało się jeszcze bardziej emocjonujące niż dwa poprzednie. Nawet jeśli książkę też czyta się trzeci raz... Akcja powieści przenosi się z Nowego Jorku do osławionego państwa Nefilim - Idrisu. Tym razem mamy jeszcze więcej intryg, czarujących chłopców, problemów miłosnych, trudnych tematów i trudnych decyzji. Jeszcze więcej tajemnic. Robi się trochę bardziej brutalnie, a nasi bohaterowie zaczynają dorastać.

„ (...) Zamierzam przehandlować ciebie za Dary Anioła. (...)
 – Nie zna pani mojego ojca. Roześmieje się wam w twarz i zaproponuje pieniądze, żebyście odesłali moje ciało do Idrisu.
 – Nie mów bzdur... 
– Ma pani rację – przyznał Jace. – Prawdopodobnie każde wam zapłacić za przesyłkę.”

 Cassandra Clare w Mieście szkła wyjaśniła nam kilka wątków z poprzednich części, ale... nie cieszcie się. Równie dużo, a może nawet więcej, niedopowiedzeń pozostawiła. Na szczęście zrobiła to w wielkim stylu: zachowała swój lekki ton, cięty dowcip, wartką akcję i tajemnice. Och, tajemnice, tajemnice i jeszcze raz tajemnice! Ta kobieta ma talent.

„– Co robisz? – zapytał Alec, klękając przy migotliwej ścianie więzienia. (...)
 – A tak, przyszło mi do głowy, że poleżę sobie na podłodze i trochę powiję się z bólu (...)  To mnie relaksuje.
 – Naprawdę? A... jesteś sarkastyczny”

 Miasto szkła ofiarowuje nam nie tylko znanych i lubianych bohaterów. W tym tomie poznamy kilka nowych postaci. M.in. czarującego Sebastiana. Ten chłopak, taki swojski, a jednocześnie magiczny, skradł moje serce. Przez pewien czas stanowił on autentyczną konkurencję dla Jace'a. Przyznaję to bez bicia. Sięgnijcie po trzecią część przygód Nocnych Łowców i same przekonajcie się, jaki ten facet jest świetny!

„Malując coś, próbujesz to schwytać na zawsze (...) Jeśli naprawdę coś kochasz, nie starasz się zatrzymać tego na zawsze. Musisz temu czemuś pozwolić się zmieniać.”


 Autorka, jak już zaznaczyłam, zachowała lekki styl pisania, jednak tym razem powieść jest brutalniejsza. Krew leje się strumieniami, okrucieństwo goni okrucieństwo, a śmierć przechadza się pod rękę z uprzedzeniami. Trudne tematy także wybijają się przed szereg: homoseksualizm, kazirodztwo, kłamstwa, stereotypy, śmierć bliskich osób... To wszystko zostało podane w cudownej otoczce tajemnicy i intensywnej akcji. Oj, kochani, będzie się działo!

 Podczas czytania Miasta szkła niejednokrotnie westchniecie z utęsknieniem, rozśmiejecie się w głos, po czym przygryziecie wargi z emocji. Tylko po to, by ostatecznie uronić łzę nad... kimś. Bez spoilerów! Koniecznie musicie sami zapoznać się z dziełami pani Clare!

Moja ocena: 6 (rewelacyjna)

poniedziałek, 25 listopada 2013

50. "Miasto popiołów" - Cassandra Clare



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Clary Fray chciałaby, żeby jej życie znowu stało się normalne. Ale czy cokolwiek może takie być, skoro dziewczyna jest Nocnym Łowcą, zabijającym demony, jej matka została magicznie wprowadzona w stan śpiączki, a ona sama nagle zaczyna widzieć mieszkańców Podziemnego Świata – wilkołaki, wampiry, wróżki…

 Drugą część o przygodach młodych Nocnych Łowców czytałam już trzy razy. "Zbuntowana" otworzyła mi oczy już po drugim razie, kiedy to dostrzegłam błędy autorki. W tym akurat przypadku nic takiego się nie zdarzyło - wciąż chichotałam podczas czytania, wciąż żyłam emocjami bohaterów. Pochłonęłam tę powieść w zawrotnym tempie. I nadal jestem nią zachwycona.

 Cassandra Clare nie tylko wykreowała wspaniały fantastyczny świat, który przeplata się ze światem realnym, ale stworzyła również cudownych, autentycznych bohaterów. No, magię i Znaki pomijamy. A także wróżki, wampiry, wilkołaki, demony, magów i Nocnych Łowców... Wróć, bez nich właściwie nie ma żadnej opowieści. W takim razie istoty fantastyczne, z super mocami, są łudząco do nas podobne ze swoimi problemami. Bo powiedzcie sami: każdy z nas martwił się kiedyś o swoją rodzinę, przeżywał pierwszą miłość, kłócił się z przyjaciółmi, prawda?

 Historia o Darach Anioła została napisana w trzeciej osobie, co daje nam doskonały wgląd w uczucia każdego ważnego w danej chwili bohatera. Jest to wielki plus. Ponadto mamy klarowny, obiektywny pogląd na całość. Chyba że do akcji wkracza taki Valentine - ten miesza w głowach nie tylko otaczającym go postaciom książkowym, ale i czytelnikowi. Ja sama, choć tyle razy czytałam tę i pozostałe części, i wiem, że to postać negatywna, nieraz łapałam się na tym, że argumenty owego mężczyzny niepokojąco do mnie przemawiają. Tak więc granica pomiędzy dobrem i złem jest wyraźna tylko z pozoru, jeżeli bliżej przyjrzeć się sprawie - nic nie jest już takie, jakie nam się wydawało.

Warto wspomnieć również o Jasie, bracie-nie bracie Clary. Należy on do grona tych tworów literackich, które z impetem wdzierają się w zakochane serca czytelniczek i zostają tam na... długo. Bardzo, bardzo długo. Przystojny, arogancki, z ciętym dowcipem - która takiego nie chce? Jest wiele innych postaci, które zasługują na osobny akapit i z chęcią bym je opisała, ale nie sądzę, żeby istniała taka potrzeba. Po prostu sięgnijcie po tę książkę i zapoznajcie się Clary, Jacem, Alekiem, Izzy, Simonem... Oraz z ich przygodami. Dajcie się ponieść lekkiemu stylowi, którym pani Clare opowiada o trudnych sprawach.

Moja ocena: 6 (rewelacyjna)

piątek, 22 listopada 2013

49. "Sezon burz" - Andrzej Sapkowski



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Miecze wiedźmina.

Miecz pierwszy jest stalowy.
Stal syderytowa, ruda pochodząca z meteorytu.
Kuta w Mahakamie, w krasnoludzkich hamerniach.
Długość całkowita czterdzieści i pół cala,
sama głownia długa na dwadzieścia siedem i ćwierć.
Wspaniałe wyważenie,
waga głowni precyzyjnie równa wadze rękojeści,
waga całej broni poniżej czterdziestu uncji.
Wykonanie rękojeści i jelca proste, ale eleganckie.

Miecz drugi, podobnej długości i wagi, srebrny.
Na jelcu i całej klindze znaki runiczne i glify.

Cena wywoławcza tysiąc koron za komplet.

" Wiedźmin wróci z zaświatów! (...) Wróci, by bronić ludzi, gdy znów rozpanoszy się Zło. Dopóki będzie istniała ciemność, dopóty będą potrzebni wiedźmini. A ciemność wciąż istnieje!"

 Nikt, kto kiedykolwiek miał do czynienia z mistrzem nad mistrzami o nazwisku Sapkowski, nie przejdzie obojętnie obok kolejnej powieści o wiedźminie Geralcie z Rivii. A opis, dla laika niepozorny, dla weterana wiedźminowego uniwersum jest prawdziwą gratką. Od razu wprawia w ruch umysłowe trybiki: jak to się stało, że wiedźmińskie miecze trafiły na aukcję? Toć to rzecz święta dla Geralta i jego pobratymców! Więc JAK i DLACZEGO? W co takiego wplącze się główny bohater, że utraci swoje bezcenne relikwie?

"Po prostu taki mamy sezon. Sezon burz."

Nie jest łatwo pisać o czymś, co wywołuje w człowieku takie emocje. Blogerzy doskonale o tym wiedzą. Jak dobrać słowa, aby wyrazić wszystkie swoje uczucia? Dla mnie jest to trudne. Naprawdę. I później rozpisuję się, że ho-ho i jeszcze trochę ;) Ale postaram się. Dla wszystkich tych, którzy wciąż wahają się, czy po "Sezon burz" sięgnąć.

"Dowieść trzeba winy. Nie niewinności."

 Sapkowski jak zwykle intryguje od pierwszej strony. Ba, on intryguje już od samej okładki, która w tym wypadku nie tylko nęci opisem, ale i niezwykłą fakturą - kto miał okazję trzymać ją w ręce, ten wie. Ale wróćmy do wnętrza i jego zawartości. Do czterystu trzech stron zadrukowanych mnóstwem akapitów, zdań, wyrazów i literek. Do czegoś, co dla konesera dzieł Mistrza Nad Mistrzami będzie prawdziwą orgią emocji i przeżyć intelektualnych. Bo choć wiedźmini zabijają potwory, to bezmyślnymi zabójcami nie są. O nie. Sapkowski jak zwykle prezentuje nam świat, w którym Zło walczy z dobrem. Oklepany temat? Nic bardziej mylnego. Bo w tym świecie granica pomiędzy jednym a drugim niebezpiecznie się zaciera. Milion w gotówce dla tego, kto bezbłędnie podzieli bohaterów na dobrych i złych.

"Nie dobywaj bez przyczyny, nie chowaj bez honoru"

 Mamy wiedźmina Geralta z Rivii i jego nieodłącznego kompana - słynnego Jaskra. Mamy piękną rudowłosą czarodziejkę i wspomnienia o pewnej czarnowłosej wiedźmie. Mamy też cięty dowcip i lotne umysły. Intrygi czarodziei, królów i książąt. A jedni bardziej niebezpieczni i bezduszni od drugich. Jest też wszechobecna magia. Magia w każdym tego słowa znaczeniu. Magia, która porwie nas, zachwyci i nie wypuści ze swoich macek nawet po skończeniu książki. Tak było ze mną. I niech tak będzie również z Wami.

"Lęk nigdy nie bywa bezpodstawny (...) Pomijając zaburzenia psychiczne. To jedna z pierwszych rzeczy, której uczyło się małych wiedźminów."

Osoby, które wcześniejszych przygód Geralta nie znają, mogą bez obaw sięgnąć po tę książkę - nie jest ona żadną kontynuacją, nie trzeba wiedzieć, co wydarzyło się wcześniej w jego życiu. A czytelnicy, którzy z naszym ulubionym zabijaką mieli do czynienia, dowiedzą się kilku nowych rzeczy. Naprawdę interesujących. Książkę TRZEBA przeczytać. Jest obowiązkową pozycją dla każdego fana prawdziwej, dobrej, pełnowartościowej fantastyki. Zmusza do przemyśleń, śmiechu, strachu i wzruszeń. Do EMOCJI.

" Wśród polityków się obracałem i licznych poznałem. I przekonałem się, że lepiej przestawać z kurwami, bo kurwy mają chociaż jakiś swój honor i jakieś zasady."

 Andrzej Sapkowski tworzy książki do cna słowiańskie - wyraziste, soczyste, z litrami krwi, bitkami, wszechobecnym honorem i jego brakiem. Przemyślane. Swojskie. A jednocześnie niesamowite. Takie, jakie moja słowiańska dusza uwielbia. Jest autorem, z  którym niewielu mogłoby się równać. Już jakiś czas temu ogłosiłam największej znanej mi fance Pottera, że pani Rowling do naszego rodaka się nie umywa. I zdanie to wciąż podtrzymuję. Nie zrozumcie mnie źle - lubię HP. Naprawdę. Ale przygód wiedźmina Geralta z Rivii, zwanego Białym Wilkiem, nic nie pobije. Rozpanoszył się w moim sercu i umyśle. Po prostu.

Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…

Moja ocena: *7 (wybitna)

piątek, 8 listopada 2013

48. "Młot na czarownice" - Jacek Piekara



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Z opisu: Młot na czarownice to przeredagowane i uzupełnione wznowienie tomu opowiadań o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. Czekają go wyzwania, zagadki i zmagania z wiedźmami i demonami oraz często gorszymi od nich heretykami i bluźniercami. Czy aby przetrwać, wystarczą: żarliwa wiara, stalowe nerwy i ostry niczym brzytwa umysł?

 Kolejny raz dziękuję Antoninie za dostarczenie mi prześwietnej książki!

Kolejne spotkanie z naszym uniżonym sługą, kolejne niesamowite przygody, kolejne zagadki z zaskakującymi i nieco kontrowersyjnymi rozwiązaniami... Kościół uznał Harry'ego Pottera za książkę sprowadzającą ludzi na drogę zła i satanizmu. Gdyby cykl o Mordimerze Madderdinie osiągnął międzynarodową popularność, burza wokół niego byłaby pewnie kilka razy większa. 

 "Młot na czarownice" jest już którąś z kolei częścią o pewnym inkwizytorze, którą było dane mi czytać. Niestety nie mam tej przyjemności, by czytać wszystko w kolejności chronologicznej, jednak nijak mi to nie przeszkadza - i bez tego świetnie orientuję się w uniwersum, w którym Chrystus zstąpił z krzyża i wyciął w pień pół Jerozolimy. Każdy tom dostarcza mi nowych informacji o Mordimerze, pozwala zajrzeć głębiej w jego przyszłość, lepiej go zrozumieć. Choć...
nie jestem pewna, czy kiedykolwiek pojmę go mym wątłym umysłem w pełni. Sługa Boży, Młot na czarownice, Miecz w rękach Aniołów... czasami mnie onieśmiela.

 Pięć opowiadań. Pięć różnych historii. Jeden Mordimer. Jeden Kostuch. I dwaj Bliźniacy. Ekipa, na widok której lepiej się ewakuować. Chyba że czyta się o niej książkę; wtedy nie można się od nich oderwać. Dlaczego? Bo Jacek Piekara zachował lekki, dowcipny styl, którym opowiada o sprawach życia i śmierci, o trudnych decyzjach w oblicza zła i większego dobra. A opowiada tak umiejętnie, że czytelnik w pewnej chwili zaczyna wierzyć, iż torturowanie jest dobre. Dzięki niemu przebrzydły heretyk i bluźnierca pojedna się z Bogiem pełen miłości i uwielbienia. 

 Mimo iż rozwiązania zagadek i problemów postawionych przed
Madderdinem jak zwykle mnie zaskoczyły, to tym razem zabrakło mi czegoś w całokształcie powieści. Czego? Właściwie nie jestem pewna, lecz w porównaniu z prześwietnym "Mieczem Aniołów" wypada raczej bladziej. Oczywiście wciąż jest świetna, ale nie zakochałam się w "Młocie na czarownice" miłością bezwarunkową i bezkrytyczną. Pomijając mój drobny niedosyt, gorąco polecam Wam tę książkę, ponieważ jest warta przeczytania jak wszystkie inne książki z tej serii.

Recenzje pozostałych książek o Mordimerze:

Moja ocena: 6- (rewelacyjna minus)


czwartek, 7 listopada 2013

47. "Cień i kość" - Leigh Bardugo



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

 Kiedyś na jednym z portali książkowych natknęłam się na tę książkę, ale nic poza okładką mnie w niej nie zainteresowało - motyw Rosji zawsze mnie przyciągnie. ZAWSZE. Później kompletnie o tej pozycji zapomniałam, aż do czasu, gdy przyniosła mi ją Antonina, która mnie zna i wie, co lubię. Dziękuję Ci za wypożyczenie tej książki, Antosiu i wiedz, że cię uwielbiam!


 Alina Starkov jest sierotą. Wychowała się w sierocińcu prowadzonym przez pewnego szlachcica, później została posłana do wojska. Do Pierwszej Armii, w której służyli zwyczajni ludzie tacy jak ona. Drugą Armię stanowią Grisze - osoby władające magią. Każdy człowiek w wieku dziecięcym przechodzi specjalny test, mający wskazać, czy posiada moc. Ani Alina, ani jej najlepszy przyjaciel - Mal - go nie przeszli. Dlaczego więc podczas przeprawy przez Fałdę Cienia panna Starkov ratuje życie Malowi przy pomocy nadnaturalnych zdolności, o których nie miała wcześniej pojęcia?

 Kiedy przeczytałam, że autorka umyśliła sobie nazywać magów Griszami, poczułam się trochę zniesmaczona. W końcu Grisza to zdrobnienie od imienia Grigorij. Na początku strasznie mnie to mierziło, zwłaszcza, iż, jak się później okazało, w powieści nie ma żadnej wzmianki o pochodzeniu tej nazwy. Wbrew moim pierwszym odczuciom i obawom udało mi się zepchnąć ten fakt na dno umysłu, co zresztą nie było takie trudne, bo książka wciągnęła mnie od pierwszej strony. Dosłownie.

 "Cień i kość" zostało napisane niezwykle lekkim i przystępnym językiem, pomimo pojawiających się stale specjalnych, wymyślonych przez autorką nazw. Jakby nie patrzeć, to te nazwy okazały się ciekawym urozmaiceniem. Pochłonęłam tę pozycję w... niecały dzień. Była niezwykle emocjonująca. Sprawiała, że śmiałam się i wzruszałam, żyłam życiem Aliny, jej emocjami. 

Główna bohaterka jest całkiem ciekawą postacią. Pomimo posiadania wyjątkowej mocy zachowała swoją autentyczność, sprawiając, że miejscami całkowicie się z nią utożsamiałam. Pani Leigh udało się stworzyć bardzo interesujące, złożone i zaskakujące postacie. Weźmy na ten przykład Ivana - prawą rękę najpotężniejszego maga w królestwie (Darklinga) - lubiłam go i czułam do niego dziwny pociąg,
choć w gruncie rzeczy był dupkiem i dokuczał Alinie. Z kolei Mal... nie wzbudził we mnie szczególnych emocji. Pozytywna postać, jednak były lepsze.

 Darklingowi należy się osobny akapit - jest fantastyczny! Musicie przeczytać tę książkę chociażby ze względu na niego. Zastanawiał, zwodził, uwodził, wzbudzał pożądanie i współczucie. Najlepsza postać w książce. Kocham go, mimo że w gruncie rzeczy okazał się... Nie mogę wam tego powiedzieć, bo będzie mega spoiler. Czytajcie, czytajcie, czytajcie!

 Autorka stworzyła wiele żywych, prawdziwych postaci, ale recenzja byłaby dwa razy dłuższa, gdybym chciała je wszystkie wymienić. Już i tak się rozpisałam, jednak to zdarza mi się zawsze, gdy trafię na coś kompletnie cudownego. Wybaczcie mi tę słabość i sięgnijcie po "Cień i kość". Koniecznie! Nie mogę doczekać się drugiej części.


Moja ocena: 7* (wybitna)

niedziela, 3 listopada 2013

46. "Wiedźma.com.pl" - Ewa Białołęcka



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Główna bohaterka książki, Reszka, pewnego dnia dowiaduje się, że dostała spadek po ciotce, której w życiu na oczy nie widziała. Teoretycznie jest on dla niej wybawieniem od kłopotów finansowych, praktycznie przysparza mnóstwa problemów: począwszy na tym, że odziedziczony dom znajduje się w wiosce o niegramatycznej nazwie Czcinka, której nie ma na żadnej mapie, a skończywszy na opłacie, którą trzeba uiścić, aby go formalnie przejąć, a na którą kasy też nie ma... W dodatku brak wanny, wredne duchy, brak Internetu, coraz to nowe zwłoki, ogólne zacofanie nie zachęcają do zamieszkania we wsi z małoletnim synkiem.

„Powiedzenie, że moje finanse nie wyglądały różowo, równałoby się stwierdzeniu, że Żydzi za okupacji byli TROCHĘ prześladowani.”

 Ewa Białołęcka wykreowała ciekawą bohaterką główną: pani Krystyna zwana Reszką, jest postacią
niezwykle realną, pomijając fakt, że w pewnym momencie odkrywa w sobie wiedźmie zdolności - nałogowo pije kawę, jest uzależniona od Internetu, chodzi w glanach (za co ją uwielbiam), ma kilkuletniego syna, z którego ojcem się rozstała, cierpi na chroniczny brak gotówki. Jest też miejscami cyniczna, ale chwile uprzejmości i miłość do rodziny łagodzą ten surowy wydźwięk. 

„- Mogę ci przeszkodzić?
 - Nie możesz, ale jesteś córką swojej matki i wnuczką swojej babki, więc przeszkodzisz i tak, no to co ja ci będę zabraniał.”

 Pod względem fabularnym książka raczej nie zachwyca. Powiedziałabym, że jest całkowicie przeciętna, gdyby nie coraz to nowe zaskakujące sytuacje i wątki. Czasami wstrząsające, trochę obrzydliwe, a innym znowu razem zabawne. Ponadto wszystko zostało opisane nad wyraz lekkim i przystępnym językiem, wręcz ocierającym się o potoczny, co raczej mnie nie urzekło. W końcu potocznego słownictwa nasłucham się codziennie, a od książki jednak oczekuję jakiegoś poziomu. Mimo to nie narzekam.


„- Co ty wyprawiasz?! Chcesz, żeby zaczął nas swatać?!
 - Broń mnie, Panie Boże! Ja jestem człek spokojny i nie lubię sportów ekstremalnych.”

 Oprócz Reszki mamy całą gamę przeróżnych postaci. Lubię praktycznie wszystkie, oprócz dwóch: upierdliwego ducha spadkodawczyni i ducha młodego niemieckiego żołnierza. Tego ostatniego po prostu kocham. Erich został tak cudownie wykreowany, że na końcu książki popłakałam się, bo sądziłam, że gdzieś... zniknął. Czy coś. A jak było naprawdę? Przekonajcie się i sięgnijcie po tę książkę! Mamy też kilku doktorków: żyjącego, całkiem młodego alkoholika o nazwisku Kobielak oraz dwóch martwych, o których dowiadujemy się bardzo... hm... interesujących rzeczy, a którzy są sprawcami całkiem sporego zamieszania w Czcince.


" - Die Liebe ist schön (...)
- Der Tod ist auch nicht schlecht (...)"

 W ostatecznym rozrachunku książka okazuje się mieć w sobie to coś, co pozostawiło we mnie pozytywne wspomnienia. No i okazało się, że mój nader kulawy niemiecki w końcu się na coś przydał, bo pani Ewa dodała kilka niemieckich wtrąceń w rozmowach Reszki i Ericha. Książka może i nie wniesie w wasze życie głębokich przemyśleń, ale będzie miłą odskocznią od codzienności. Sięgnijcie po nią i dajcie szansę Czcince oraz jej zawieszonym w czasie mieszkańcom.

Moja ocena: 5 (bardzo dobra)

środa, 30 października 2013

45. "Król kruków" - Maggie Stiefvater



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna


Opis: PIERWSZY TOM MAGICZNEJ SAGI

 Jedna dziewczyna i trzech chłopaków.

 Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych.

 Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele z elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy oraz legendarnego Króla Kruków - Glendowera.

 Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko Henrietta staje się scenerią niezwykłych wydarzeń.

 Gdy chłopcy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo...

 Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii...

 Naczytałam się pochlebnych opinii na temat "Króla kruków", jednak wiedziona doświadczeniem, nie pobiegłam do księgarni, aby go kupić. Właściwie dobrze się stało, bo książkę wygrałam w konkursie u Abigail (za co kolejny raz dziękuję :D). Leżała odłogiem i jakoś nie mogłam się do niej zabrać - a to coś z biblioteki, a to od kogoś pożyczone, więc nie wypada przetrzymywać. W końcu jednak wzięłam moją nagrodę do ręki. Czy okazała się godna tych wszystkich recenzji? Przekonajcie się...

„Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.”

 Powieść wciągnęła mnie praktycznie od pierwszych stron. Nie było wybuchów, ale była magia, która nie opuszczała kart tej historii nawet na moment. Było TO COŚ. Byli też fantastyczni bohaterowie. Powiem szczerze: pani Maggie przelała w tą książkę część swojej duszy i to czuć, bo stworzyła coś godnego
podziwu, prawdziwy bestseller.


 "Król kruków" został napisany lekkim, przystępnym językiem, dzięki czemu powieść liczącą niemal 500 stron pochłania się naprawdę błyskawicznie. Wciąga już od okładki i nie pozwala odłożyć się na miejsce, dopóki jej nie skończymy. Stałam się niewolnikiem Blue, Ganseya, Adama, Ronana i Noaha. Kiedy ukaże się następna część, pierwsza ustawię się w kolejce, aby kolejny raz trafić do tej cudownej niewoli. 

"Od dziś nie interesuje mnie mnie przepowiadanie przyszłości. Wolę ją przeżywać."


 Postacie wykreowane przez panią Stiefvater okazały się dla mnie sporym zaskoczeniem -  każda z nich ma swój sekret, swój własny charakter... Nie tylko inaczej wyglądają, ale też inaczej się zachowują, mają inne priorytety i historie życiowe. Już dawno nie wpadło mi w ręce nic, co obfitowałoby bohaterami tak REALNYMI. To niesamowite, że powstali w czyjejś głowie; nie chce się w to wierzyć.
Blue wydawała mi się nieco dziecinna, ale to chyba dlatego, że po prostu jest dobrym człowiekiem i nie należy do grona tych dziewczyn, które nie marzą o niczym innym, jak o posiadaniu chłopaka. Amerykańscy autorzy, niestety, przyzwyczaili mnie do postaci młodych, ale... wyuzdanych, które nijak mają się do swojego prawdziwego wieku. 
Gansey to chłopak inteligentny, elokwentny, prawdziwy erudyta. Ma mnóstwo pieniędzy, jednak nie jest zepsuty - ma swój cel w życiu. Chce odnaleźć tytułowego Króla Kruków. To właściwie jego obsesja. I została ona przedstawiona w taki sposób, że nadeszła chwila, gdy zaczęłam zazdrościć mu, iż nie pożądam niczego taki silnie. Odnalazłam w tym nieszczęśliwym młodym człowieku cząstkę siebie samej.
Adam to bardzo cicha postać, spokojna i stonowana, jednak nie nudna. Ma w sobie realizm i nieprzewidywalność właściwą ludziom - zaskoczy Was.
Ronan jest... inny. Ma swoje rany, które uparcie nie chcą się goić, mówi ludziom prosto w oczy, co o nich myśli i bynajmniej nie przysparza mu to popularności. Jest surowy i przypomina chodzącą żyletkę, a mimo to lubię go, ponieważ... cechuje się też jakimś pokręconym urokiem osobistym. 
Noah okaże się jedną z największych niespodzianek w tej książce. Jest nie tyle spokojny, co nieśmiały i wycofany. Do czasu poznania Blue. W miarę czytania zakochiwałam się w nim coraz bardziej, aż w końcu z moich oczu popłynęły łzy. Ubóstwiam go!

 Nie mam nic do zarzucenia tej książce - magia wylewa się z niej, oszałamiając czytelnika i sprawiając, że chce on więcej. JA chcę więcej. Więc będę czekać z niecierpliwością na kolejną część, a w między czasie polecać "Króla kruków" wszystkim napotkanym osobom. KONIECZNIE SIĘGNIJCIE PO TĘ KSIĄŻKĘ.

Moja ocena: 7* (wybitna)