niedziela, 20 października 2013

43. "Miecz Aniołów" - Jacek Piekara



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Oto on – inkwizytor i Sługa Boży. Człowiek głębokiej wiary.

Oto świat, w którym Chrystus zstąpił z krzyża i surowo ukarał swych prześladowców. Świat gdzie słowa modlitwy brzmią: I daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom. Świat, w którym nasz Pan i jego Apostołowie wyrżnęli w pień pół Jerozolimy.

Jeżeli zadajesz pytania, strzeż się, gdyż możesz usłyszeć odpowiedzi - tak głosi stare porzekadło. Inkwizytor Mordimer Madderdin, pokorny sługa Świętego Officjum, nie obawia się zadawać pytań i ze wszystkich sił dąży do odkrycia prawdy o otaczającym go świecie. Świecie pełnym intryg i zła. Świecie, w którym ludziom zagrażają demony, czarownicy oraz wyznawcy mrocznych kultów. Świecie, którego siłą napędową są nienawiść, chciwość oraz żądza. Do tego właśnie uniwersum Mordimer Madderdin niesie żagiew Boskiej miłości...

Spis treści:
  1. Głupcy idą do nieba
  2. Kości i zwłoki
  3. Sierotki
  4. Maskarada
  5. Miecz Aniołów

Oto kolejny tom przygód naszego ulubionego Inkwizytora - Mordimera Madderdina (ależ te słowa się gryzą... Ulubiony i Inkwizytor?), który zdobywa nasze serca, torturując i paląc na stosie. Oczywiście nie robi tego z sadystyczną przyjemnością, o nie! Robi to z miłości do bliźniego, który wstąpił na złą drogę. To właśnie dzięki naszemu uniżonemu słudze heretycy umierają pogodzeni z Bogiem, pełni miłości oraz zrozumienia, że źle czynili. 

„Poznanie prawdy nie jest dobrem samym w sobie, lecz liczy się tylko, czy potrafimy zyskaną wiedzę wykorzystać z pożytkiem dla nas samych.”

Pięć opowiadań o przygodach Mordimera i jego dosyć specyficznej kompanii - Kostucha, który myje się od wielkiego święta (dosłownie), a który przeraża ludzi swoją fizjonomią oraz bliźniaków; Pierwszego i Drugiego, którzy przejawiają niezdrowe zainteresowanie kobietami chłodnymi oraz spokojnymi. Dla uściślenia: trupio zimnymi i śmiertelnie spokojnymi. Nie zabraknie też budzącego lęk Anioła Stróża głównego bohatera.

" (...) Co dostanę za pieniądze, demonie? Zdrowie? Nie, tylko lekarzy. Wiarę? Nie, tylko księży. Miłość? Nie, tylko chętne kobiety. Przyjaźń? Nie, tylko towarzystwo. Dom? Nie, tylko budynek."

 Pan Jacek jak zwykle wykazał się swoim kunsztem pisarskim i stworzył książkę, którą czyta się nad wyraz lekko oraz przyjemnie, choć w gruncie rzeczy mówi ona u trudnych,a nawet drażliwych tematach: religii, herezji, życiu i śmierci, kanibalizmie, nekrofilii... Dlatego też zdecydowanie nie jest to książka dla romantyków (tutaj miłość kończy się o świcie albo gdy zabraknie pieniędzy) ani dla katolików przesadnie czułych na punkcie swojej religii. Do książek pana Piekary powinno się podchodzić z dystansem i chłodnym, lecz elastycznym umysłem, zdolnym pojąć różne punkty widzenia. 

"Najzupełniej wystarczy, że waszym uniżonym sługą pomiatał Jego Ekscelencja biskup. Tak więc powiedziałem kanonikowi, gdzie może wepchnąć sobie swoje polecenia, oraz w krótkich żołnierskich słowach wyjaśniłem mu, kim byli jego matka oraz ojciec i w jaki sposób matka potrafiła obsłużyć trzech klientów naraz."

 Opowiadań jest pięć, ale nie mam swojego ulubionego; wszystkie są tak samo świetne, utrzymane na równie wysokim poziomie. Każde zaskakuje nietuzinkowym rozwiązaniem, którego chyba nikt by się nie spodziewał. Mordimer niejednokrotnie uraczy czytelnika zabawnymi i celnymi komentarzami. Nie zabraknie też szczypty wisielczego humoru, za który go uwielbiam.


„Sentymenty sentymentami, a żreć i chędożyć trzeba”

Mordimer Madderdin należy do grona tych głównych postaci, które się uwielbia i o których ciągle chce się czytać. Został wykreowany naprawdę świetnie, realistycznie. Nie jest jednym z tych bohaterów, który we wszystkim wiedzie prym. Na ogół błyszczy inteligencją i intuicją, ale nawet jemu zdarzają się przykre wpadki. Za ten realizm autorowi należy się wielki plus. Inkwizytor Świętego Officjum na długo pozostanie w mojej pamięci, wybijając się z szarej masy przeciętnych bohaterów innych książek. 

 Jeżeli nie jesteś człowiekiem delikatnym, rządnym miłości spod znaku tęczy i happy endu, nie straszne ci nekrofilia, kanibalizm, tortury i śmierć, to ta książka jest dla Ciebie!

NIECH ZAPŁONĄ STOSY!

Moja ocena: 7* (wybitna)

4 komentarze:

  1. Kiedyś wypożyczyłam z biblioteki jakąś powieść Pana Piekary, ale w domu zorientowałam się, że to któraś część jakiegoś cyklu, więc jej nie przeczytałam. Jednak od tamtego czas mam niezwykłą ochotę na przeczytanie jakiejś książki tego autora a Twoja recenzja tylko to zaostrzyła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam za Mordimerem nie przepadam, za bardzo z jednej strony ocierał się o fanatyzm. Zwłaszcza po jednym z opowiadań przestałam go darzyć sympatią.

    Książki mi się spodobały (nawet pomimo antypatii do głównego bohatera) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile już razy przeczytałam na tym blogu jak chwalisz tego autora, a także jego książki? Sama nie wiem. Wiem za to, że za każdym razem coraz bardziej chcę je przeczytać :) Jeśli nie chcesz mieć na sumieniu, że jedna z fanek twojego bloga włamała się do księgarni po którąś z książek pana Piekary to dobrze ci radzę. Więcej ich nie recenzuj. Oczywiście żartuję :) A może nie? xD Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję:
    http://czytanie-i-ogladanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że nasi pisarze lubią podejmować tematy, które w Polsce są kompletny tabu, narażając się na pomstę wielu osób. Po przeczytaniu "Nekrofilii" stwierdziłam jednak, że coś w ich podejściu jest i może chętnie zabiorę się za "Miecz aniołów". Chociaż wcześniej pasowałoby zapoznać się z wcześniejszymi tytułami :)

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)