wtorek, 29 października 2013

44. "Wypychacz zwierząt" - Jarosław Grzędowicz



Skala ocen :
1 - beznadziejna
2- słaba
3 - przeciętna
4 - dobra
5 - bardzo dobra
6 - rewelacyjna
*7 - wybitna

Opis: Spokojnie, to tylko fikcja... Czyżby?

 A więc wierzysz w to, co widzisz... Strzeż się! Znane i bezpieczne bywa podstępne. Zbłądzić możesz, podążając jedną z dróg, gdy wiele innych w zasięgu wzroku. Przyszłość jawi się milionem możliwości, ale to teraźniejszość Cię zaskoczy. Przesuń kamień, a runie imperium.

 A więc ufasz rozumowi... Najwyraźniej musisz odwiedzić pracownię U-Boota, przeżyć pocałunek Loisetty, przetrwać syberyjską zamieć albo skosztować specjałów kuchni Wschodu. Zaprasza autor "Księgi Jesiennych Demonów". Oto kolejna - pełna niesamowitości, wyrazistych bohaterów i mrocznej tajemnicy - antologia jego opowiadań. A liczba ich... 13.

W antologii:

  • Hobby ciotki Konstancji
  • Zegarmistrz i łowca motyli
  • Nagroda
  • Buran wieje z tamtej strony
  • Obrona konieczna
  • Pocałunek Loisetty
  • Specjały kuchni Wschodu
  • Farewell Blues 
  • Weneckie zapusty 
  • Wypychacz zwierząt
  • Weekend w Spestreku 
  • Trzeci Mikołaj
  • Wilcza zamieć
 Nieustannie spotykam się z opiniami, że ludzie nie czytają polskich autorów, bo coś tam... A bo to nie lubią - choć nie przeczytali ani jednej polskiej książki oprócz lektury - a bo to, a bo tamto... Ze mną jest inaczej: uwielbiam polskich pisarzy, którzy tworzą dzieła wyraziste, bezkompromisowe, ale klimatyczne, okraszone nutą tajemnicy. Charakterne. Mam wrażenie, że jest to niejaki znak rozpoznawczy ich słowiańskiego pochodzenia. Chyba jeszcze nie spotkałam się z amerykańską czy jakąkolwiek inną książka, która potrafiłaby pobić prozę polskich mistrzów. 

 Po Grzędowicza sięgałam z entuzjazmem, ale też lekką obawą - czy sprosta wysokiej poprzeczce, którą w moim umyśle postawili jego rodacy po fachu? Już pierwsze, liczące zaledwie siedem stron opowiadanie, pozwoliło mi mniemać, że jeśli autor utrzyma poziom, to reszta książki pójdzie raz-dwa. Nie występowały w nim potwory i straszydła, ale zjeżyło mi włos na karku. Pozostałe short story również potrafiły mnie rozemocjonować, a nawet kazać mi zastanowić się nie tyle nas samą sobą, co nad ludzką naturą. Ostatecznie sprawa wyglądała tak, że krótkie opowiadanie wyszły panu Jarosławowi znacznie lepiej niż te długie.

 Zegarmistrz i łowca motyli, Weekend w Spestreku, Wilcza zamieć - to rzeczone dłuższe opowiadania, które... Powiedzmy sobie wprost: męczyły mnie. Pierwszy ww. tytuł był chyba najgorszy, bo nic z niego nie zrozumiałam, drugi miał to do siebie, że chociaż dało się z niego coś pojąć, a trzeci na początku i w środku był nudny jak flaki z olejem, choć przecież uwielbiam morze i statki (chciałam wstąpić do marynarki wojennej, a to już coś znaczy). Dopiero koniec mnie zaintrygował i wywołał jakieś pozytywne emocje. Tak naprawdę nie wiem, czy wywołał je we mnie talent autora, czy raczej fakt, że w końcu wkroczyliśmy na dobrze znany mi grunt i zaczęłam wszystko ogarniać.

"Marysia mała pierdolca miała
Pierdolca jasnego jak śnieg
Gdziekolwiek biegła Marysia mała
Pierdolec rozsadzał jej łeb."

 Na owacje na stojąco zasłużyły: Buran wieje z tamten strony oraz Pocałunek Loisetty. To opowiadania, które czytałam z prawdziwą przyjemnością, choć przecież są tak różne i odległe w czasie i przestrzeni. Czytając Buran..., drżałam ze strachu, że Grzędowicz popsuje to opowiadanie (wszak należy do grona tych dłuższych), a dotyczy ono Rosji, więc czegoś takiego nigdy bym mu nie wybaczyła. Na szczęście autor wykazał się w nim prawdziwą pomysłowością i talentem, przy ostatniej stronie prawie płakałam. Kocham je. Pocałunek... to opowieść skryta w mroku szaleństwa, sadyzmu, chorej miłości i rewolucji francuskiej. Coś, co naprawdę warto przeczytać, mimo iż szokuje swoim okrucieństwem.

" Koty żyją krócej niż ludzie. Trzeba się pogodzić z tym, że przeżyje pan kilka pokoleń. To tak, jakby drzewo miało człowieka. Nie oszuka pan śmierci."



Chciałabym opisać tutaj wszystkie te krótkie opowiadania, które tak mnie zachwyciły, ale nie zrobię tego, bo tekst zająłby dwa razy tyle miejsca, co teraz, więc najzwyczajniej w świecie polecam Wam tę książkęmając nadzieję, że również pokochacie pomysły pana Grzędowicza. Na pewno sięgnę po inne jego książki.

Moja ocena: 5 (bardzo dobra)
 Niektóre opowieści zasłużyły na 2, inne na 7, a większość na 4-5, więc trzeba było znaleźć jakiś kompromis pomiędzy tym. 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ PATRYCJI ♥

3 komentarze:

  1. Cała przyjemność po mojej stronie :D
    Jak czytam twoją recenzje to nie potrafię skojarzyć niektórych tytułów. Pamiętam na pewno Buran, Hobby ciotki konstancji, wypychacza, Pocałunek też jeżeli jest to o czym myśle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obie okładki są świetne :) Nie mogłabym się zdecydować, którą chciałabym mieć na półce :)
    Na pewno zapamiętam sobie ten tytuł, bo już ostatnio rzucił mi się w oczy. I pomimo tego, że nie wszystkie opowiadania oceniłaś wysoko, myślę że warto będzie się z nimi zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama okładka mnie przyciąga! Rozejrzę się za tą antologią.

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)