poniedziałek, 24 listopada 2014

113. "Marsjanin" - Andy Weir


Opis: Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze!

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Realizowany na podstawie tej książki film reżyseruje Ridley Scott, a główną rolę gra Matt Damon.

 Nie jestem wielką fanką sci-fi, jak dotąd konsekwentnie stroniłam od tego typu literatury, ale... Kiedyś przecież musi być ten pierwszy raz. Tak więc stwierdziłam, że zrecenzuję Marsjanina, żeby przekonać się, czy interesujący opis przełoży się na ciekawą treść. A przede wszystkim, czy ktoś wreszcie zdoła namówić mnie do polubienia kolejnego gatunku literackiego, który nie jest fantastyką lub powieścią historyczną.

"Venkat, powiedz cżłonkom komisji, że swoje polowanie na czarownice muszą przeprowadzić bez mojego udziału. (...) A także, proszę, powiedz im, każdemu z osobna, że ich matki to prostytutki.
- Watney
PS Ich siostry też.

 Już sama okładka przemówiła do mnie prostotą, a zarazem wymownością nawiązującą do treści: kosmonauta spowity czerwonym pyłem, dryfujący samotnie gdzieś w kosmosie - perfekcyjnie oddaje klimat książki. Jednak powszechnie wiadomym jest, że to nie ładna okładka zapewnia sukces książce. Tak więc z naprawdę dużą dozą ciekawości zabrałam się za czytanie i... Już po pierwszych stronach wiedziałam, że nie będę się nudzić, a powieść pochłonę z przyjemnością. Mimo iż niemal na każdej stronie serwowano mi tony fachowych obliczeń i danych technicznych...

Ja: Znalazłem problem i go rozwiązałem.
NASA: Kutas.

...którym wypada poświęcić osobny akapit. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: wszystko, co zostało w Marsjaninie opisane, mogłoby wydarzyć się naprawdę. Mamy do czynienia bardziej z
powieścią science fact niż science fiction. Autor w wieku piętnastu lat został zatrudniony jako programista, interesuje się fizyką relatywistyczną oraz mechaniką orbitalną. Wie wszystko o historii lotów kosmicznych. Gdyby nie te informacje zamieszczone na tylnej okładce, pomyślałabym, że sam pracuje w NASA - jego wiedza oraz umiejętność przekazywania skomplikowanych obliczeń i danych tak, by zrozumieli to kompletni laicy, jest godna podziwu. Zatem nie stresujcie się, że zostaniecie zarzuceni masą niezrozumiałych informacji. Owszem, spotkacie się z fizyką, chemią, matematyką, botaniką, ale podanymi w przystępnej formie. I znacznie ciekawszymi niż w szkole. Przecież na lekcjach nikt nas nie uczył, jak radzić sobie, gdy jest się jedynym mieszkańcem obcej planety...

Nie mogę się doczekać, aż będę miał wnuki. "Kiedy byłem w waszym wieku, musiałem wejść na krawędź krateru. W skafandrze EVA! Na Marsie, małe gnojki! Słyszycie? Marsie!"

 To wszystko brzmi bardzo poważnie, prawda? Przyznaję, że sama oczekiwałam od książki nieco
nadętego, naukowego stylu. I obawiałam się go, bo wiedziałam, że coś takiego będzie trudno czytać. Wyobraźcie więc sobie moje zdumienie i ulgę, kiedy okazało się, że główny bohater wcale nie jest naukowcem-bufonem z NASA, a naukowcem-luzakiem, który mógłby być naszym ulubionym sąsiadem. Wiecie, takim sąsiadem, który lubi wypady na Marsa, który zostaje tam całkowicie sam, z resztkami żywności, a mimo to nie traci hartu ducha i optymizmu. Nie zdradzę Wam, czy owy sąsiad z Czerwonej Planety powróci, bo byłby to okrutny spoiler, ale podzielę się dobrą radą: przeczytajcie tę książkę!

Jeśli mógłbym wybrać jedną rzecz, byłoby to radio, przez które spytałbym NASA o bezpieczną drogę w dół rampy. No dobra, gdybym mógł mieć cokolwiek, to byłaby to zielonoskóra, ale piękna Królowa Marsa, która uratowałaby mnie, by uczyć się czegoś, co Ziemianie nazywają sztuką miłości.

 Przeczytajcie koniecznie, bo dostarcza wielu emocjonujących momentów i nie nudzi ani razu przez całe 381 stron. Tymczasem mogłoby się wydawać, że pisanie o jakimś biedaku, co został sam wśród czerwonego piachu i upiornego mrozu może powiewać monotematycznością, prawda? Nic bardziej mylnego. Ani główny bohater, Mark Watney, ani goście z NASA nie pozwolą nam się nudzić. Nagłe zwroty akcji zaskakiwały i naprzemiennie wlewały w serce czytelnika nadzieję na uratowanie Watneya oraz ją odbierały. Autor miał świetny pomysł i przelał go na strony powieści w sposób wręcz perfekcyjny. 

Marsjanina polecam każdemu, kto oczekuje powieści przemyślanej, dopieszczonej w każdym calu, a tym samym emocjonującej i porywającej! Takiej, która nie jest pustym czytadłem na jeden wieczór, która wymaga od czytelnika myślenia.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Akurat!

Moja ocena: 9/10 (wybitna)

7 komentarzy:

  1. Książek o takiej tematyce nie czytałam nigdy, więc czemu nie, może tym razem dam szansę ;)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie powinnaś dać szansę "Marsjaninowi" - ja dałam i wyszło mi to na dobre :)

      Usuń
  2. Książkę dziś dostałem pocztą, niebawem zabieram się za czytanie. Po recenzji apetyt keszcze wzrósł :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła przeczytać tak samo pozytywną opinię jak moja :)

      Usuń
  3. Mam wielki apetyt na tą książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się zachęcić Cię do jej przeczytania! :)

      Usuń
  4. SF obok horroru i fantasy przynależy do fantastyki. Taki tam błąd rzeczowy masz na początku.

    OdpowiedzUsuń

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)