wtorek, 9 grudnia 2014

115. "Zapiski nosorożca" - Łukasz Orbitowski


Opis: Republika Południowej Afryki. Dzikość przyrody, ruchliwe ulice wielkich miast i bezdroża w głębi kraju. Turystyczna rzeczywistość zderzona z brawurowo zreinterpretowanym światem afrykańskich mitów. 
Każda podróż jest darem. Podróż w mentalność tak odległą jest darem szczególnym. Co otrzymaliśmy? Opowieść o jednym z najbardziej fascynujących krajów świata czy szczere wyznanie pisarza, że nie wyjaśni nam Afryki? Ascetyczny dziennik podróży? A może zmysłową, na wpół baśniową włóczęgę przez świat magii i archetypów Czarnego Lądu? Jedno jest pewne: Orbitowski w "Zapiskach Nosorożca" mówi o Afryce w sposób, w jaki nie zrobił tego nikt do tej pory.

 Każda podróż niesie ze sobą nowe, niebywałe doświadczenia, jeśli tylko jesteśmy wystarczająco otwarci na otaczający nas świat. Dla jednych dobra wycieczka to wycieczka pełna przygód, innym wystarczą piękne widoki. A jeszcze inni chłoną wszystko nie wzrokiem, a sercem i duszą. O tym właśnie opowiadają Zapiski nosorożca - o przeżywaniu miejsc, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, kultur i spotkanych ludzi.

 Nie jestem fanką książek podróżniczych, nigdy do mnie nie przemawiały. Chwile, gdy jednak postanawiam sięgnąć po coś takiego, bywają naprawdę sporadyczne. Tym razem uczyniłam to tylko i wyłącznie ze względu na nazwisko autora, który w sposób niezwykły opowiada o rzeczach zwykłych (patrz: Szczęśliwa ziemia). Tym razem także mnie nie zawiódł, choć przecież nie zafundował swoim czytelnikom powieści fabularnej, pełnych grozy przygód w sercu RPA. Naj(nie)zwyczajniej w świecie opisał swój pobyt tym odległym zakątku świata. Przemówił do mojej wyobraźni i duszy. Wbrew pozorom nie jest to łatwe.

 Nie byłam pewna, czego się spodziewać, ale już początek pokazał, że należy oczekiwać czegoś, co najmniej, dobrego. Otóż autor zachował równowagę pomiędzy właściwym dla naszych rodaków narzekaniem, a zachwytem. Mówił, jak było i co przeżył. Czarny Ląd coś w nim zmienił, ale... Co? I co ta książka zmieniła we mnie? Mam nadzieję, że to właśnie pytanie będziecie zadawać sobie po jej skończeniu. Że z ciężkim sercem odłożycie Zapiski nosorożca, po czym pogrążycie się w zadumie.

 Do teraz zastanawiam się, jak Orbitowski połączył spierdalanie króla Juliana przez las przed Juliami, które koniecznie chcą, by je wyruchał, aby zaszły z nim w ciążę (pisownia oryginalna, wulgaryzmy nie wypływają z pokrętnych pragnień mojej duszy) czy opis małpek, które robią sobie orgię i do upadłego ruchają jedną samicę, która potem przez tydzień jest padnięta z niesamowitymi afrykańskimi legendami i własnymi przemyśleniami na temat kontrastów zwiedzanego zakątka świata. Pan Łukasz to jeden z tych nielicznych pisarzy, którzy z powodzeniem mieszają niecenzuralne słowa i życiowe mądrości, a wciąż efekt pozostaje naturalny.

 Wspomniałam o afrykańskich legendach. Zostały one przetłumaczone przez autora w sposób dosyć swobodny, co zdecydowanie dodaje im atrakcyjności, przy tym nie zatracając płynącego z nich przesłania, które może być pouczeniem także dla białego człowieka. [na myśli mam przepaść kulturową, nie jestem rasistką] Były one naprawdę fantastycznym dodatkiem, tak samo jak wkładka ze zdjęciami, których było mi zdecydowanie mało. Otóż to, jedyny mankament książki to brak większej ilości fotografii! Poza tym nie miała ona żadnych wad. Czytało się szybko, przyjemnie, przerywając na chwile refleksji.

Zapiski nosorożca to książka dla ludzi, którzy nie boją się starcia wrażliwości duszy z brutalną rzeczywistością.
Którzy gładko przełkną wulgarne słowa, by móc rozkoszować się opisami (niekoniecznie dzikiej) Afryki.
Którzy pragną czegoś, co skłoni ich do myślenia i nie będzie tylko pustym czytadłem, które natychmiast po zakończeniu uleci z pamięci.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu SQN!


Moja ocena: 9/10 (wybitna)

4 komentarze:

  1. Bardzo chciałabym przeczytać, chociaż nie lubię wulgarności, to wiem, że czasami autorzy muszą ją zastosować dla podniesienia pewnych wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam, że tutaj wulgaryzmy były na miejscu - jakkolwiek niewłaściwie to brzmi - dodawały realności wszystkiemu, więc czytaj bez obaw! ;)

      Usuń
  2. Zapiszę tytuł i na niego zapoluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się zachęcić Cię do tej książki :)

      Usuń

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)