poniedziałek, 23 czerwca 2014

87. "Leokadia w Krainie Czarów" - Agata Agnieszka Włodarczyk


Opis: Lea żyła w całkiem normalnym świecie – miała kochających rodziców, lubiła się uczyć, czytać i spotykać z przyjaciółmi. Wierzyła we wszystkie rzeczy, o których małe dziewczynki czytają w bajkach…

Pewnego dnia jej życie legło w gruzach. Na skórze pojawiły się tajemnicze Znaki, a ona sama wkroczyła do Krainy Czarów. To miejsce nie miało jednak w sobie nic z magii, o której czytała. Lea jako Rządzona trafia na samo dno hierarchii społecznej Krainy Czarów. Nadane przez Znaki umiejętności czynią z niej broń, którą wielu Rządzących chce posiąść. Młoda kobieta z całych sił walczy, by nie podporządkować się okrutnym regułom gry. Wszystko się zmienia, gdy w krwawych okolicznościach spotyka Szymona…

Czy w podzielonym świecie istnieje prawdziwa miłość? 
Czy Lea odnajdzie się w nowych okolicznościach? 
Czy dawne Prawa mają szanse powrócić do Krainy Czarów?

 Wszyscy znamy historię Alicji w Krainie Czarów. Klasyka klasyków! Ale co stanie się, kiedy polska autorka wyśle do Krainy Czarów Leokadię? Dziewczynę zaszczutą, cyniczną, obdarzoną nieprzeciętną ilością magicznych Znaków. Do Krainy Czarów, która wcale nie jest magiczna i cudowna, a okrutna, pełna nienawiści, przemocy oraz krwi słabszych. Nie ma nic wspólnego z marzeniem sennym. Chyba że weźmiemy pod uwagę najgorsze z naszych koszmarów...

 Sięgając po Leokadię w Krainie Czarów tak naprawdę nie byłam pewna, czego się spodziewać: nieudanego remake'u jednej z najbardziej znanych na świecie historii, zwykłej radosnej tfurczości własnej czy może najzwyczajniej w świecie grafomanii? Przyznaję, że poczułam się niezwykle miło zaskoczona, kiedy autorka zafundowała mi powieść napisaną jak najbardziej solidnie, w sposób nie tylko przemyślany, ale i oryginalny. 

 Agata Agnieszka Włodarczyk zabrała mnie na wycieczkę do Krainy Czarów, jakiej dotychczas nie znałam: na wskroś złej, przesiąkniętej krzykiem i bólem rannych, ich strachem, nienawiścią do Rządzących. Do tego dorzuciła własny pomysł na mieszkańców owej krainy, na ich relacje z istotami ziemskimi, stworzyła odrębną rasę z własną historią. Wszystko było logiczne, trzymało się kupy, kolokwialnie mówiąc. Jedyne, co mogło czytelnika mierzić i sprawiać, że się gubił, to przeskoki czasowe - raz przeszłość, raz terażniejszość... Czasami naprawdę trudno było mi się odnaleźć w tej czasoprzestrzeni. Do teraz nie pojmuję zamysłu autorki, który kazał jej napisać powieść w ten sposób, ale nie jest to aż tak wielką wadą, by nie można było przymknąć na to oka.

 Styl pani Włodarczyk był słodko-gorzkim zaskoczeniem. Słodkim, ponieważ pisała w sposób dojrzały, jak najbardziej poprawny, właściwy doświadczonym autorom. Gorzki, dlatego że owa pani ma niezwykle irytujący zwyczaj wtrącania angielskich słów czy zwrotów w najbardziej niewłaściwych miejscach. Co prawda u dołu strony zawsze było tłumaczenie, ale... Na litość boską, jak będę chciała czytać po angielsku, to sięgnę po książkę anglojęzyczną. Po co kaleczyć naszą piękną, ojczystą mowę? Kolejnym mankamentem okazały się przekleństwa. Są pisarze, którzy potrafią stosować je z nieprawdopodobną maestrią (patrz: Jakub Ćwiek), gdzie każde ma swoje z góry przypisane miejsce, bez którego całokształt nie byłby taki sam. Pani Agnieszka się do tego wąskiego grona nie zalicza. W Leokadii... wulgaryzmy pozostały wulgaryzmami, rażąc oczy i dobry smak, zwłaszcza że klęła dziewczyna, główna bohaterka. Było to doprawdy niesmaczne i niemiłe doświadczenie.

Leokadię w Krainie Czarów polecam każdemu, kto nie boi się zmierzyć ze stosem tzw. łaciny podwórkowej oraz wszechobecnym angielskim pojawiającym się ni stąd ni zowąd, które to zjawiska kładą cień na wszelkich innych walorach książki. Powieść pani Włodarczyk jest jednym z tych dzieł, które pozostają w pamięci na dłużej i na pewno sięgnę po kolejną część.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

1 komentarz:

Drodzy Czytelnicy! Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza - każdy jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Dziękuję :)

Podzielcie się również linkami do własnych blogów, chętnie tam zajrzę :)